"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie"

(Carlos Ruiz Zafon- Cień wiatru)

wtorek, 22 grudnia 2015

Życzenia

Wszystkim Bliskim, Przyjaciołom, Czytelnikom i Znajomym oraz tym, 
 którzy trafili tu tylko na chwilę, 
z okazji Świąt Bożego Narodzenia, życzę:

wiary w szczęście i uśmiech losu,
 nadziei na kawałek nieba tu na ziemi,
miłości bez granic,  
chwili oddechu od codzienności,  pogody ducha w świąteczne dni, 
piękna zaklętego w płomieniu świecy
oraz wiele szczęścia i sukcesów
na ten nadchodzący Nowy Rok.

Zdrowych, spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku!

Anna Dobrosława Koprowska- Głowacka

Pozdrowienia ze szpitala

Drodzy Przyjaciele, Znajomi i Czytelnicy,

przepraszam za brak wpisów, ale chwilowo jestem w szpitalu na oddziale rehabilitacji. 
 
Mam nadzieję, że ćwiczenia wzmocnią moje ręce i nieco usprawnią organizm. 
 
Pozdrawiam Wszystkich serdecznie!

niedziela, 6 grudnia 2015

Fiołek

1.      Mity i legendy
Z tym skromnym, lecz niebywale pięknym kwiatem łączy się wiele mitów i legend.
Według greckiego mitu, fiołki powstały z oddechu Io- pięknej córki króla Argos Jasosa, która była kapłanką Hery i… kochanką jej męża boga Zeusa. Zazdrosna bogini zamieniła nieszczęsną dziewczynę w krowę, a na jej straży postawiła stuokiego Argosa. Z rozkazu Zeusa, Hermes zabił strażnika, lecz Hera nie zamierzała darować Io. Zesłała więc bąka, który ścigał krowę po wszystkich krajach. Zmęczona dotarła do Egiptu, gdzie odzyskała ludzką postać. Tam też urodziła Zeusowi syna- Epafosa, późniejszego władcę Egiptu, założyciela miasta Memfis. Io zaś utożsamiano tam z boginią Izydą.
Drugi mit związany jest z mitologią frygijską i pochodzi prawdopodobnie już z czasów prehistorycznych (znajdujemy w nim wiele zbieżności z hetyckim Telepinem, egipskim Ozyrysem, czy greckim Adonisem). Młody pasterz Attis był kochankiem i towarzyszem czczonej od tysięcy lat na Bliskim Wschodzie Wielkiej Macierzy Kybele- bogini wiosny, urodzaju, płodności i strażniczki zmarłych. Dotknięty obłędem pozbawił się męskości i zmarł. Z jego krwi wyrosły małe, fioletowe kwiaty. Bogini przywróciła Attisa do życia. W ten sposób stał się symbolem śmierci i zmartwychwstania, zaś kwiaty, które wyrosły z jego krwi, symbolami wiosny. Z tego powodu wieszano girlandy z fiołków na „drzewach Attisa”, czyli sosnach. 

czwartek, 3 grudnia 2015

Spotkanie w Katolickim Liceum, Gimnazjum i Szkole Podstawowej Księży Pallotynów w Chełmnie

1 grudnia spotkałam się z młodzieżą Katolickiego Pallotyńskiego Liceum, Gimnazjum i Szkoły Podstawowej w Chełmnie. Uczestnikami spotkania byli uczniowie gimnazjum i liceum, uczestniczący w kole historycznym

Rozmowa toczyła się głównie na temat legend chełmińskich, jednak nie zabrakło w niej także podkreślenia wagi zachowania dziedzictwa kulturowego naszej małej ojczyzny. 

Podczas spotkania opierałam się głównie na trzech książkach, a mianowicie „Legendach i podaniach Ziemi Chełmińskiej”, „Legendach krzyżackich” oraz „Duchach, zjawach i ukrytych skarbach. Niesamowitych miejscach województwa kujawsko- pomorskiego”. 
 

środa, 25 listopada 2015

Wbrew chorobom

Nie napiszę, że życie z przewlekłą chorobą jest proste. O nie! To, co widzą ludzie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, z którą każdy z nas musi zmagać się każdego dnia. Na zewnątrz widać tylko niewielkie fragmenty, np. problemy z chodzeniem, niezborność ruchów lub trudności z mową. Większość dolegliwości jest jednak ukryta przed spojrzeniami ludzi, którzy zastanawiają się niekiedy, co może takiej osobie dolegać. Zmysł wzroku jest niedoskonały, zaś niewiele osób ma dar rozpoznawania cierpienia, skrywanego w głębi oczu. Szybciej spojrzą na uśmiech, pod którym chorzy starają się ukryć ból i inne objawy. Nie dotyczy to bynajmniej wyłącznie stwardnienia rozsianego, ale każdego innego schorzenia, które towarzyszy człowiekowi przez lata, stając się poniekąd jego najwierniejszym towarzyszem. 

            Tego typu schorzenia wywołują ewidentne ubytki w ciele fizycznym, ale jednocześnie kładą się cieniem na emocjach, wywołując najróżniejsze reakcje: od złości i żalu, poprzez zniechęcenie i apatię, aż po depresję, która podstępnie czai się w zakamarkach umysłu. Są to naturalne stany, wszak bez emocji nie bylibyśmy ludźmi. Usłyszałam kiedyś, że wyłącznie psychopaci są pozbawieni jakichkolwiek uczuć, więc każda emocja, jaka się pojawia świadczy tylko o tym, iż nie brakuje nam człowieczeństwa. 

            Wielu po otrzymaniu diagnozy zadaje sobie pytanie typu: „Dlaczego to spotkało akurat mnie?” Przyznaję, że sama nigdy nie zadałam tego pytania, choć doskonale rozumiem ludzi, którzy mierzą się z tym dylematem i wiem, skąd biorą się te pytania i wątpliwości.

Rubin

Właściwości fizyczne: należy do grupy korundów, stopień twardości w skali Mohsa sięga 9.
Barwa: przezroczysta, różowa lub krwistoczerwona
Miejsca występowania: Najpiękniejsze rubiny znajduje się w Indiach, Sri Lance i w Kaszmirze. Ponadto występują w Tajlandii, Kambodży, Pakistanie, Tanzanii, Kenii, Australii i Afganistanie. W przeszłości można je było znaleźć także w Polsce, na terenie Dolnego Śląska, w okolicy Złotoryi, Karpacza oraz w Górach Izerskich.
Nazwy: rubin, korund (nazwa hinduska), karbunkuł (występuje w średniowiecznych pismach), pyropos i anthrax (nazwa grecka), xemen ( w sanskrycie)
Planeta: Mars
Symbolika: zdrowie, odtrutka, zgoda, godność, boska potęga
Znaczenie we śnie: zapowiada namiętną, wierną i pewną miłość, według źródeł irańskich zaś zapowiada radość i dobrobyt
Znaczenie w magii: najczęściej wykorzystany do rytuałów uzdrawiających i przy rzucaniu zaklęć, ponadto wzmacnia każdy czar, ma uniwersalne zastosowanie. Służy także jako ochrona przed czarami, złym wpływem i złym okiem. Dotknięcie rubinem czterech rogów budynku lub ogrodzenia posiadłości miało zapewnić ochronę przed piorunami i pożarami. 
Archanioły: Jofiel, Michał
Znaki Zodiaku: Baran, Lew, Skorpion
Miesiąc urodzenia: lipiec (czystość)
Czakra: podstawy
Dzień tygodnia: wtorek
            Naturalny rubin jest bardzo rzadkim kamieniem. W handlu bardzo często zamiast rubinów sprzedaje się spinele o czystej, mocnej czerwieni i dużym połysku oraz rubiny syntetyczne. Był ceniony już w starożytności. Znajdował się wśród dwunastu kamieni na napierśniku kapłana Izraela, z których każdy reprezentował jedno z plemion. W Arabii polerowano go onyksem. Grecy i Rzymianie uważali go za kamień szczęścia, jednak jeśli zmieniał barwę, stawał się złowróżbny. Kiedy nieszczęście mijało, wracał do dawnego koloru. Uważano również, że rubin jest obdarzony wyjątkowo pozytywną energią i dlatego przez wieki uchodził za silnie oddziałujący amulet. Uważano, że mówi o wiecznie rozkwitającym nowym życiu.

Właściwości:
Rubin jako dziecię Marsa, reprezentuje jego wszystkie zalety. Wspiera dążenie do sławy, przedsiębiorczość, pionierstwo odwagę, wytrwałość i niezależność. Budzi w człowieku entuzjazm, radość, chęć do życia, wspaniałomyślność, gotowość do poświęceń i przynosi szczęście. Zmusza myśli do aktywności, a serce do szybszego bicia. Motywuje, zachęca do działania i urzeczywistniania pomysłów, przynosi chęć czynu. Pozwala działać z pasją. Zapewnia doskonały kontakt z innymi. Zapewnia spokój w miejscu pracy i to, że nikt nie będzie próbował odebrać stanowiska czy podważyć autorytetu. Często używany przeciw zmartwieniom, smutkom, złym myślom i koszmarom sennym. Oczyszcza umysł z niechcianych lub natrętnych myśli. Jeżeli ktoś stoi przed trudną decyzją, może za jego pomocą ściągnąć energetyczną pomoc. Wzbudza ciepło, energię, powodzenie i inspirację. Powinni go nosić ci, którzy czują się niedowartościowani, ponieważ niweczy przekonanie o własnej ograniczoności i wzmacnia pewność siebie.
Największą siłę oddziaływania mają kamienie „gwieździste”, z charakterystycznymi wyrostkami przypominającymi gwiazdeczki. Według jednej z legend jest to znak, że w kamieniu zostały uwięzione trzy dobre duchy: Wiara, Nadzieja i Przeznaczenie, które zapewnią właścicielowi wszelką pomyślność.  

środa, 18 listopada 2015

Podziękowanie za 1%

Wprawdzie nie znam nazwisk Osób, które odpisały 1% podatku z myślą o moim leczeniu i rehabilitacji, ale pragnę Wszystkim gorąco podziękować. 


piątek, 6 listopada 2015

Spotkania w Tczewie

Listopad to miesiąc niezwykły, chciałoby się wręcz rzec- magiczny. Snujące się nad ziemią pasma mgieł, liście opadające z drzew i wszechobecny chłód bezsprzecznie świadczą o tym, że przyroda powoli przygotowuje się do snu. Jest to także czas na zadumę i refleksję; czas, kiedy zaczynamy myśleć o przemijaniu, ale zarazem i o odrodzeniu. Wszak za kilka miesięcy natura znowu zachwyci nas swoim pięknem.

Tymczasem ja, właśnie w tym niezwykłym czasie, miałam sposobność spotkać się z Czytelnikami Miejskiej Biblioteki w Tczewie. 3 i 4 listopada uczestniczyłam w trzech spotkaniach autorskich, promując książkę „Legendy z Kociewia i Borów Tucholskich”: w Filii nr 9, w Bibliotece Głównej oraz w Filii nr 4. Wszędzie spotkało mnie serdeczne przyjęcie zarówno ze strony Pracowników Biblioteki, jak i młodych Czytelników, którzy nie tylko słuchali moich opowieści, ale także zadawali pytania. Ba, jedno ze spotkań przedłużyło się nawet prawie o godzinę, wszak tematy związane z legendami często stają  się inspiracją do rozmowy. 

piątek, 30 października 2015

Spotkania w Tczewie

Już 3 listopada spotkam się z Czytelnikami w Filii nr 9 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tczewie. 

Jako, że listopad to niezwykły miesiąc, w którym granica między światem żywych i zmarłych jest najcieńsza zaś czas sprzyja wszelkim wróżbom i magii, z całą pewnością nie obędzie się bez opowieści o tajemniczych postaciach z podań, ukrytych skarbach i ich strażnikach oraz zabłąkanych duchach. Spróbujemy również wspólnie odkryć sposoby, dzięki którym nasi przodkowie odnajdywali zaginione bogactwa i korzystali z pomocy istot nadprzyrodzonych. Nie zabraknie również elementów historii, jakże często ukrytej w baśniowej otoczce legend. 

piątek, 9 października 2015

Sosipatra (fragment)

Fresk z Pompejów
Sosipatra to jedna z tych niezwykłych kobiet, o których warto pamiętać. Żyła w IV wieku n.e. (około 300-350 r.), była filozofką, zwolenniczką neoplatonizmu, sofistką, mistyczką i jasnowidzem.

IV wiek n.e. to czas, kiedy ludzie odwracali się już od wiary w bogów, a filozofia- tak niegdyś ceniona i uznawana za królową wszelkich nauk- stała się tylko połączeniem nauki, ignorancji, przesądów oraz udawanego mistycyzmu. Uznaniem cieszyli się prawie wyłącznie sofiści. Byli to ludzie wykształceni, niebywale elokwentni, którzy potrafili udowodnić niemal każdą przedstawioną im teorię. Często występowali jako obrońcy lub oskarżyciele podczas sądów, można by więc uznać ich za prekursorów adwokatów i prokuratorów. Powróćmy jednak do naszej bohaterki.
Sosipatra (gr. Σωσιπάτρα) urodziła się w Efezie, na terenie Azji Mniejszej. Jej ojciec posiadał nie tylko dom, ale również piękną winnicę. Kiedy miała zaledwie pięć lat, niespodziewanie pojawili się w okolicy dwaj mężczyźni. Wyglądali tajemniczo: obaj białowłosi, ubrani w surowe owcze skóry i sprawiający wrażenie mędrców. Mimo to przybyli do winnicy i z pokorą poprosili o pracę. 

piątek, 25 września 2015

Nagroda w kategorii "Piękne słowo" dla książki "Legendy z Kociewia i Borów Tucholskich"

Jest mi niezmiernie miło przekazać kolejną niezwykłą wiadomość. Otóż moja książka: „Legendy z Kociewia i Borów Tucholskich” zdobyła nagrodę w kategorii „Piękne słowo” podczas odbywających się w dniach 11-13 września w Starogardzie Gdańskim I Kociewskich Targów Wydawniczych.

Pięknie dziękuję tym wszystkim, którym książka się spodobała i mam ogromną nadzieję, że będzie służyła zarówno obecnym, jak i przyszłym pokoleniom. Wszak legendy i podania są prawdziwą skarbnicą naszego dziedzictwa kulturowego. 

Więcej na temat Targów:


Wdzięczny jeleń (Ełk)

 WDZIĘCZNY JELEŃ
 Ełk

            Było to w czasach, gdy w okolicach dzisiejszego Ełku zamieszkiwali Jaćwingowie. Ich gród wznosił się na wyspie znajdującej się na jeziorze, zapewniając mieszkańcom spokój i bezpieczeństwo. Żyło im się dobrze: okoliczne lasy oraz uprawiane pola zapewniały im pożywienie, zaś drewniane mury osady strzegły przed zagrożeniami.
            Wśród mieszkańców był także pewien chłopiec, który uchodził za mistrza zbierania grzybów. Kiedy wybierał się do lasu, wszyscy wiedzieli, że z całą pewnością nie wróci z pustym koszem. Uśmiechał się wówczas twierdząc po prostu:
- Kocham ten las, drzewa i zwierzęta. A one odwdzięczają się, wskazując mi odpowiednie miejsca.
            Pewnego dnia, jak zazwyczaj wybrał się do lasu. Jeszcze na progu domu zatroskana matka napominała go surowo.
- Tylko uważaj i nie oddalają się zanadto!
- Ależ ja znam ten las, jak własną osadę.- odpowiedział z uśmiechem- Nic się nie lękaj, mateczko.

środa, 23 września 2015

Jezioro duchów w Ustce

JEZIORO DUCHÓW (Ustka)

            Po zachodniej stronie Ustki znajduje się niewielkie jeziorko przedzielone groblą. Jego jedna część zarosła trzcinami, lecz w drugiej wciąż połyskuje tafla wody. Z miejscem tym wiążą się niejedna tajemnica. Wszak nie bez przyczyny nazwano je Jeziorem Duchów. Opowiadano, że pojawiają się tu błędne ogniki, zwodzące zabłąkanych wędrowców prosto w bezdenną otchłań. Niektórzy uważają, że to dusze topielców, którzy stracili tutaj życie; inni wskazują na mamiące światłem błędnice, zachęcające podróżnych do zboczenia z drogi. O mocy tych istot przekonał się przed wiekami pewien dziedzic z Lędowa, który z rodziną wracał do domu. 
            Była to ciemna, bezgwiezdna noc. Dochodziła już północ, ale pan wraz z żoną i dziećmi jeszcze nie wychodził z gospody w Ustce. Woźnica, który od kilku godzin czekał na nich przed budynkiem, drzemał na koźle. Konie niecierpliwie przebierały kopytami, rwąc się już do drogi. W końcu drzwi otworzyły się szeroko i dziedzic wyszedł na zewnątrz.
- No, teraz możemy już wracać.- stwierdził zadowolony i osobiście otworzył drzwiczki powozu, wpuszczając do środka rodzinę.
            Woźnica ocknął się z drzemki i spojrzał na pana.
- Ruszamy?
- Tak. Późno już, więc jedź na skróty, drogą wzdłuż jeziora.- odpowiedział i dołączył do bliskich.
            Gdy drzwiczki powozu zamknęły się na powrót, woźnica strzelił z bata i konie ruszyły w drogę. Po chwili kopyta zadudniły na drewnianym moście na Słupi. Nie minęło wiele czasu, a powóz skręcił na ścieżkę prowadzącą przez las. Wokół panowała cisza, jedynie wiatr szumiał w koronach drzew. Nagle, w oddali zapłonęły jakieś światła.
- Lędowo? Tak szybko?- pomyślał woźnica.
            Był jednak zmęczony i chciał jak najszybciej dotrzeć do domu. Z zadowoleniem popędził więc konie w tym kierunku. Kiedy jednak jechał, zdawało mu się, że światła poruszają się jak żywe.
- Mam chyba jakieś przewidzenia.- mruknął do siebie.
            Nagle jakiś gwałtowny błysk, podobny do przecinającej niebo błyskawicy, oślepił zarówno jego jak i konie. Wystraszone zwierzęta stanęły dęba. Powóz zakołysał się niebezpiecznie.
- Jakie licho?!- dziedzic wychylił się przez okienko, by ocenić sytuację- Co się stało?!     
            Światło zgasło, okolica pogrążyła się w ciemności.
- Nie wiem, panie.- szczerze odpowiedział woźnica. Drżącymi rękoma usiłował zapalić latarnie umocowane po obu stronach powozu.
- Pospiesz się więc i ruszaj dalej! Nie zamierzamy tutaj tkwić aż do wschodu słońca!
- Tak, tak.- zapewnił- Już zaraz jadę!

Rybak i zmora



RYBAK I ZMORA (Ustka)

            Ernest był młodym rybakiem, którego ceniono w Ustce za zapał i pracowitość. Nie bał się żadnej pracy, a jak było trzeba to i pomagał innym przy połowach. Starzy uśmiechali się na jego widok i żartowali.
- Oj, będzie miała żona z ciebie pociechę! Nie czas się za taką obejrzeć?
- Mam jeszcze czas.- odpowiadał, figlarnie mrużąc oczy.
            Tak też mijały miesiące. Chłopak dzielił więc czas na łowienie ryb, spotkania z kompanami w tawernach i odpoczynek. Od jakiegoś czasu jednak coś złego zaczęło się dziać z jego zdrowiem. Zrobił się dziwnie markotny, chudł w oczach, był coraz bledszy i bardziej zmęczony. Bywały dni, że niemal przysypiał na łodzi.
- Co się dzieje?- dopytywali inni rybacy- Nie jesteś aby chory?
- Raczej nie. Nie mogę tylko spać spokojnie. W nocy coś mnie dusi i to tak, że aż brakuje mi oddechu. Czasem mam wrażenie, jakby coś siedziało mi na piersiach i chciało udusić.
- Dziwne to. A nie dopadła cię czasem jaka zmora?
- Zmora?- zdziwił się Ernest.
            Wielokrotnie słyszał o demonicznych postaciach, które dusiły swoją ofiarę i żywiły się jej krwią. Uważał to zawsze za jakiś wymysł i nie przywiązywał wagi do opowieści starszych ludzi. Tym razem jednak zwątpił. Nie było przecież żadnego innego wytłumaczenia jego dolegliwości. Podrapał się w głowę, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć.
- Najlepiej sam sprawdź. Jak coś cię zacznie dusić, szybko wstań z łóżka i zatkaj dziurkę od klucza. Jeżeli to będzie zmora, zastaniesz ją rano w izbie, bo nie będzie mogła uciec.
- Chyba tak zrobię.- zgodził się. Nie miał przecież nic do stracenia.