Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

środa, 25 listopada 2015

Wbrew chorobom

Nie napiszę, że życie z przewlekłą chorobą jest proste. O nie! To, co widzą ludzie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, z którą każdy z nas musi zmagać się każdego dnia. Na zewnątrz widać tylko niewielkie fragmenty, np. problemy z chodzeniem, niezborność ruchów lub trudności z mową. Większość dolegliwości jest jednak ukryta przed spojrzeniami ludzi, którzy zastanawiają się niekiedy, co może takiej osobie dolegać. Zmysł wzroku jest niedoskonały, zaś niewiele osób ma dar rozpoznawania cierpienia, skrywanego w głębi oczu. Szybciej spojrzą na uśmiech, pod którym chorzy starają się ukryć ból i inne objawy. Nie dotyczy to bynajmniej wyłącznie stwardnienia rozsianego, ale każdego innego schorzenia, które towarzyszy człowiekowi przez lata, stając się poniekąd jego najwierniejszym towarzyszem. 

            Tego typu schorzenia wywołują ewidentne ubytki w ciele fizycznym, ale jednocześnie kładą się cieniem na emocjach, wywołując najróżniejsze reakcje: od złości i żalu, poprzez zniechęcenie i apatię, aż po depresję, która podstępnie czai się w zakamarkach umysłu. Są to naturalne stany, wszak bez emocji nie bylibyśmy ludźmi. Usłyszałam kiedyś, że wyłącznie psychopaci są pozbawieni jakichkolwiek uczuć, więc każda emocja, jaka się pojawia świadczy tylko o tym, iż nie brakuje nam człowieczeństwa. 

            Wielu po otrzymaniu diagnozy zadaje sobie pytanie typu: „Dlaczego to spotkało akurat mnie?” Przyznaję, że sama nigdy nie zadałam tego pytania, choć doskonale rozumiem ludzi, którzy mierzą się z tym dylematem i wiem, skąd biorą się te pytania i wątpliwości.
  
Osobiście wierzę w to, że dusza każdego z nas planuje przed narodzeniem pewne wydarzenia, które są nauką, a nie karą. Czasami mają na celu szerzej otworzyć oczy na własny rozwój lub innych ludzi, innym razem wyzwolić z pewnych błędnych przekonań. Nie choruję od dziś, więc zdążyłam przywyknąć do wielu dolegliwości. Jak jednak zaznaczyłam, dopiero uszkodzenie OUN całkowicie wywróciło moje życie do góry nogami i znacznie ograniczyło możliwości. Mimo to, starałam się i staram szukać pozytywnych stron tej sytuacji.  Życie z wyrokiem, jakim jest SM nauczyło mnie wiele. Pozbyłam się potrzeby ciągłej kontroli tego, co mówię i zamartwiania się o to, co pomyślą ludzie. Jestem sobą w każdym aspekcie i nie staram się spełniać oczekiwań wszystkich dookoła. Szanuję wszystkich, jednak jasno wyrażam własne zdania i opinie. Doszłam do wniosku, że najwyraźniej w wielu przypadkach trzeba spotkać się oko w oko z chorobą, by tak naprawdę w pełni zaakceptować siebie. Poza tym nie zamknęłam się w czterech ścianach domu. Staram się rozwijać, czuć i rozumieć więcej niż dotąd, nie odkładać planów do greckich kalend i patrzeć w przyszłość, a nie ciągle oglądać się na to, co już było. Nie zmienimy przeszłości, teraźniejszość jest chwilą, a przyszłość jest o jedno tchnienie przed nami. 
 
Dlatego też pozwoliłam sobie opracować swoisty dekalog dla osób, które tak jak ja zmagają się z przewlekłymi chorobami:
1.      Jeżeli nie możesz czegoś pokonać, oswój to.
2.      Odnajdź w sobie spokój.
3.      Szanuj swoje marzenia i dąż do spełnienia choć części z nich.
4.      Wybacz sobie własne słabości- jesteś tylko człowiekiem.
5.      Nie porównuj się do innych. Oni nigdy nie będą Tobą.
6.      Ceń siebie, a świat doceni Ciebie.
7.      Zawsze idź własnym tempem i swoją drogą. Nie każdy musi zwyciężać w maratonie.
8.      Nie jesteś ofiarą. Jesteś inspiracją.
9.      Rozwijaj nowe nawyki, szukaj w sobie pasji.
10.  Kochaj życie takim, jakie jest.

2 komentarze:

  1. Bardzo mądry dekalog, Aniu. Nie wiedziałam,że piszesz bloga...
    Poproszę linki na bieżąco do nowych wpisów, ok? Żeby mi coś nie umknęło następnym razem.
    Tymczasem do siebie zapraszam: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszę od 2011 roku, Agnieszko. Ostatnio go zaniedbałam, bo miałam sporo pracy. Pięknie dziękuję za miłe słowa. :) Rzadko udostępniam wpisy na fb. Postaram się jednak robić to częściej.
    Dziękuję za link, na pewno będę zaglądała. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń