Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

O mnie



Nazywam się Anna Dobrosława Koprowska- Głowacka. Urodziłam się w 1975 roku w Chełmnie i mieszkam nadal w tym urokliwym miasteczku, pełnym gotyckich budowli i bogatej historii.

Uczęszczałam do Szkoły Podstawowej nr 1 im. Filomatów Pomorskich w Chełmnie. Placówka mieściła się podówczas w siedzibie dawnej Akademii Chełmińskiej, przy ulicy Szkolnej 6. Obecnie znajduje się tam Gimnazjum nr 1 im. Akademii Chełmińskiej. Następnie podjęłam naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika i tam zdałam maturę. Właśnie podczas owych lat nauki, zadebiutowałam wierszem w prasie ogólnopolskiej. Kolejnym krokiem w mojej edukacji były studia. Na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, na Wydziale Nauk Historycznych ukończyłam 5-letnie studia magisterskie z zakresu historii (specjalność nauczycielską) oraz podyplomowe Studia Polityki i Edukacji Regionalnej. Wydział znajdował się wówczas w budynku na Placu Teatralnym, tuż obok Urzędu Marszałkowskiego. Dodatkowo skończyłam Studium Psychologiczno-Socjologiczne w Toruniu uzyskując zawód specjalisty konsultanta do spraw personalnych.

Pracowałam jako nauczycielka, sekretarka i referent administracyjny. Realizowałam autorskie programy z zakresu regionalistyki oraz ścieżek edukacyjnych: edukacji czytelniczej i medialnej, ekologicznej, prozdrowotnej oraz wychowania do życia w społeczeństwie (w tym wychowania regionalnego, dziedzictwa kulturowego w regionie, wychowania patriotycznego i obywatelskiego). Prowadziłam zajęcia dodatkowe; w tym szkolenia z zakresu komunikacji interpersonalnej, tworzenia mapy marzeń, itp. Przygotowywałam wnioski na konkursy produktów regionalnych. Opisywane produkty zdobyły nagrody i trafiły na Listę Produktów Tradycyjnych i Regionalnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Pisywałam dla „Czwartego Wymiaru”, kwartalnika "Słowem i Kształtem", miesięcznika "Filantrop" i na portal Historia.org. Jestem autorką książek, opowiadań i wierszy. 
Moje książki:

* Legendy i podania Ziemi Chełmińskiej, Gdynia 2009;
* Czarownice z Pomorza i Kujaw, Gdynia 2010 (książka polecana przez miesięcznik „Czwarty Wymiar”, recenzja: L. Bugajski, nr 9/2011);
* Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa kujawsko-pomorskiego, Gdynia 2011 (książka wyróżniona na Kościerskich Targach Książki Kaszubskiej i Pomorskiej „Costerina 2011” w konkursie wydawnictw literatury pomorskiej);
* Legendy i opowieści z czasów wojen polsko- szwedzkich, Gdańsk 2012. 
* Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa pomorskiego, Gdynia 2013
(książka zdobyła 3 miejsce na XV Kościerskich Targach Książki Kaszubskiej i Pomorskiej „Costerina 2014” w konkursie wydawnictw literatury pomorskiej);
* Legendy z Żuław i Dolnego Powiśla, Gdynia 2014
* Legendy krzyżackie, Gdynia 2014 
* Legendy z Kociewia i Borów Tucholskich, Gdynia 2015 (książka zdobyła nagrodę w kategorii Piękne słowo na I Kociewskich Targach Wydawniczych, Starogard Gdański 2015) 
* Legendy z Ustki i Ziemi Słupskiej, Gdynia 2016
 * Magia ludowa z Pomorza i Kujaw, Gdynia 2016

W planach na przyszłość - o ile pozwoli mi zdrowie:

* Baśnie i legendy z Kresów
* Skarb Moniki - powieść obyczajowa
* Wilczyca. Bransoleta przeznaczenia -  powieść historyczna

Kilkanaście moich wierszy ukazało się w almanachach poetyckich: "Kujawscy poeci", Brześć Kujawski 2012 oraz "Kujawska poezja religijna", Brześć Kujawski 2013.
Moje główne zainteresowania to historia, literatura, fotografia, haft, podróże, psychologia, muzyka. Jestem miłośniczką historii ( szczególne miejsce w moim sercu zajmują starożytność i renesans), mitów, legend i symboli. Nieobce są mi techniki dywinacyjne, interpretacja snów i symboli, radiestezja, elementy magii ludowej oraz dzieje czarownic. Uważam, że mądrość przeszłości bardzo często puka do drzwi naszego życia, lecz my zbyt rzadko ją słyszymy.

W życiu kieruję się dewizą cesarza Karola V Habsburga: "PLUS ULTRA" (Wciąż dalej). Skąd takie motto? Otóż wynika ono z mojego życia naznaczonego przewlekłą, nieuleczalną chorobą i niepełnosprawnością w stopniu znacznym. Zmagam się bowiem z kilkoma chorobami: stwardnieniem rozsianym (SM), astmą oskrzelową, wadą rozwojową kręgosłupa i skoliozą. Staram się jednak wciąż działać i wyznaczać sobie kolejne cele; to wszystko w myśl zasady, że człowiek bez marzeń jest człowiekiem bez nadziei, a życie bez nadziei traci sens.

Ja wobec chorób
 
Schorzenie kręgosłupa jest ze mną od zawsze; dolegliwości bólowe towarzyszyły mi od dzieciństwa i z czasem nauczyłam się z nimi po prostu żyć. Podobnie było z astmą i zmniejszoną pojemnością płuc- od wczesnych lat pojawiały się duszności i ataki kaszlu, a słowo bronchit powtarzane było niemal przy każdej wizycie u lekarza. Wówczas jednak nie dopatrywano się przewlekłego schorzenia. Stały się one częścią mnie: czymś, co wprawdzie niekiedy hamowało zbyt wymagające wysiłku i zręczności pomysły, ale bynajmniej nie ograniczało w zabawach i sporcie. Gra w badmintona, piłkę nożną i jazda na rowerze stanowiły nieodłączny element moich dziecięcych lat. A że czasem trzeba było zacisnąć zęby i zwolnić… zatrzymać się, by nabrać powietrza i złapać utracony oddech? No cóż, dziecko szybko przystosowuje się do okoliczności i potrafi pogodzić się z rzeczywistością, której zmienić nie można. 
Diagnoza: astma oskrzelowa padła przy okazji akcji profilaktycznej, która odbywała się w moim mieście. Nagle znalazło się wyjaśnienie dla ataków duszności i kłopotów z oddychaniem. Od tego czasu leki wziewne stały się czymś zupełnie oczywistym; czymś, bez czego nie wychodzi się z domu. Z biegiem lat dolegliwości się nasilały; zwłaszcza od 2009 roku, gdy po jednym z silniejszych ataków trafiłam do szpitala.  
Do tego wszystkiego dołączyła jeszcze przepuklina krążka w odcinku szyjnym ze stenozą kanału kręgowego. 
Pojawiały się jednak także symptomy jeszcze innego schorzenia. Symptomy, które tak naprawdę początkowo zrzucałam na przemęczenie, pośpiech i nieuwagę. Notoryczne zmęczenie, potykanie się o własne nogi i pojawiające się często zawroty głowy, coraz bardziej utrudniały mi funkcjonowanie. Nie miałam jednak pojęcia skąd się biorą. Samopoczucie pogarszało się coraz bardziej. Pod koniec 2009 roku pojawiły się kłopoty ze wzrokiem, nasiliły się zawroty głowy i zaczęłam utykać na prawą nogę. Z początkiem 2010 roku z prawostronnym niedowładem trafiłam w ręce neurologów i do szpitali. Wieloogniskowe uszkodzenie OUN, demielinizacja, zespół piramidowy pod postacią niedowładu czterokończynowego i niedoczulica były czymś, czego się nie spodziewałam. O stwardnieniu rozsianym słyszałam zaś wówczas niewiele- ot, tylko to, że jest to choroba nieuleczalna… Od tego czasu dowiaduję się o niej coraz więcej, ale choroba wciąż mnie zaskakuje. W chwili obecnej, podczas lepszych dni, poruszam się przy pomocy kuli, która stała się moją nieodłączną towarzyszką. W 2012 roku pogłębiły się kłopoty z układem oddechowym, a zmniejszona wydolność płuc coraz mocniej daje się we znaki. Obecnie jestem zmuszona korzystać z inhalatora kompresorowego, gdyż postępujący niedowład rąk uniemożliwia mi korzystanie z tradycyjnych "pompek". Ostatnio SM uszkodziło mi również słuch, zmuszając do starań o aparat słuchowy. Coraz częściej jeżdżę także wózkiem inwalidzkim, gdyż nogi odmawiają posłuszeństwa. jakby tego było mało, do wszystkiego dołączyła jeszcze osteoporoza.
W naszym kraju nie ma niestety ogólnego dostępu do leczenia spowalniającego postępowanie choroby, więc w większości przypadków ogranicza się ono wyłącznie do leczenia objawowego. Zakup leków, które mogłyby choć w części zahamować, lub spowolnić postęp choroby, jest poza moimi możliwościami. Tylko dzięki sercom dobrych ludzi, którzy mnie wspierają, mogę wykupić podstawowe leki i pojechać na rehabilitację.
Poza tym pozostaje mi  leczenie objawowe, rehabilitacja, zakup przedmiotów ortopedycznych i środków pomocy oraz... wiara w to, że będę szła "wciąż dalej".

Walczę jednak, by każdy kolejny dzień nie był gorszy od poprzednich. Bywa, że przegrywam bitwy, lecz wojna trwa nadal. Mam nadzieję, iż nie poddam się do samego końca.
Jestem członkiem Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego (PTSR) przy Radzie Głównej w Warszawie, Fundacji Helpful Hand w Krakowie oraz podopieczną Fundacji Avalon.

Kilka słów o mnie znajduje się także w poniższym poście: