Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

piątek, 12 kwietnia 2019

Spotkanie w Inowrocławiu

Czy są tu miłośnicy legend, magii i czarownic z Inowrocławia i okolic? Już wkrótce spotkamy się w Saloniku Literacko – Artystycznym. Gawędom o duchach, magii i czarownicach pewnie nie będzie końca. :)

Dziękuję za zaproszenie Bibliotece Miejskiej im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu.

środa, 3 kwietnia 2019

Książki, choroba i spotkania

Od 22 marca minęło już dużo czasu, a ja do tej pory milczałam. Przepraszam za brak postów, ale wbrew pozorom dużo się działo.
Pierwszym winowajcą jest moja choroba. Cóż, mój SM nie lubi gwałtownych zmian pogody, a ostatnie tygodnie obfitowały w skoki ciśnienia, wichury i duże wahania temperatury. Odczułam to dość boleśnie, ale nie zamierzam o tym pisać. Nie chcę, by to choroba była najważniejsza. Chciałabym o niej zapomnieć.
Niech jak pył na wietrze rozwieje się myśl o boleściach,
Niech jak lśniące krople rosy potoczy się po liściach.
Życie mnie woła, ku słońcu wyciągam teraz ręce
Ten prosty gest, za życie  niebu kieruję w podzięce.
To by było na tyle, jeśli chodzi o moją chorobę. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.

W tym czasie działo się jednak znacznie więcej. 13 marca odwiedziłam Bydgoszcz. Klimatyczny wieczór Związku Literatów Polskich z poezją, który odbył się w klubie „Orion” na długo pozostanie w mojej pamięci. Choć częściej pisuje prozę niż poezję, lubię zanurzyć się w oceanie emocji, które zawsze przebrzmiewają przez wersy. To doskonały sposób, by choć przez chwilę oderwać się od ziemi i spojrzeć na ziemię i ludzi z perspektywy nieba. odczytałam również kilka moich wierszy.

W marcu moja książka „Baśnie i legendy dawnych Kresów” powędrowała na Litwę, do dwóch polskich ośrodków KPK. Bardzo się cieszę, że miłośnicy literatury będą mogli poczytać baśnie z ich stron w języku polskim, wprawdzie pisane przez osobę mieszkającą w innym kraju, a jednak związaną z nimi więzami krwi.  

Nie zaniechałam również pisania. Lada dzień ukaże się trzecia część serii "Duchy, zjawy i ukryte skarby". Tym razem będą to opowieści z województwa zachodniopomorskiego. Jest to zakończenie pomorskiego cyklu. Pracuję jednak dalej zupełnie nad innymi treściami.

piątek, 22 marca 2019

Dziewczynka z... eSeMem

Dawno, dawno temu, na rozstajnych drogach spotkał eSeM człowieka…
O nie, to nie ta bajka!
Zacznijmy raz jeszcze.
Dawno, ponad ćwierć wieku temu pewna zwykła dziewczyna z liceum, jakich wiele w Polsce zaczęła mieć kłopoty z okiem: gorzej widziała, obraz jej się rozmazywał. Ot, nic nadzwyczajnego. Nastolatka kochała książki i pisała wiersze, więc ból oczu nikogo nie dziwił. Trafiła do okulisty, który jednak niczego niepokojącego nie stwierdził. Co niezwykłe, choć w bajkach możliwe, problem sam się rozwiązał. Po jakimś czasie dziewczyna przestała uskarżać się na oko. Szczęście? Cudowne zakończenie? O nie, to był dopiero początek kłopotów. Jakiś czas później żywa i pełna energii dziewczyna przestała uprawiać sport. Nie było w tym krzty lenistwa ani uników w-fu. Po prostu męczyła się straszliwie. Tak straszliwie, że podejście na pierwsze piętro było wyzwaniem z zadyszką na dokładkę. Nie było to normalne, więc wraz z mamą zaczęły się wyprawy po lekarzach: od internisty począwszy, na kardiologu skończywszy. Internista uznał, że to przemęczenie i stres. Kardiolog wprawdzie wykrył wadę w sercu, ale nie była ona na tyle znacząca, by prowadziła do takiej męczliwości. Nikt nie znał prawdziwej przyczyny. Ostatecznie nastolatka musiała trochę zwolnić z nadzieją, że minie. Nie minęło. Jakby mało było kłopotów, pojawił się problem z ręką. Paskuda nie chciała współpracować, więc trzeba było kłaść zeszyt ukośnie i trzymać długopis w dziwacznej pozycji. Nikogo to jednak nie zaniepokoiło poza mamą, która zaczęła podejrzewać, że dzieje się coś złego. Nie potrafiła jednak odgadnąć co to jest. Jej intuicja była wyjątkowa, gdyż rzeczywiście prawdziwe zło czaiło się w głębi organizmu córki.
Tymczasem prawdziwy winowajca, który właśnie zaczynał mościć sobie gniazdko w mózgu i rdzeniu nastolatki, śmiał się. Śmiał się ze swej ofiary, nieświadomej zagrożenia. Śmiał się z lekarzy, którzy nie widzieli jego obecności. Był pewien, że zanim go odnajdą, na dobre rozgości się w drobnym ciele dziewczyny. Kim był? Podstępnym i okrutnym eSeMem (stwardnieniem rozsianym), który nigdy nie wypuszczał z rąk swoich ofiar.

sobota, 9 marca 2019

Ochrona przed klątwą i urokiem (nie tylko na Pomorzu i Kujawach)

Każdy człowiek często spotyka się z niechęcią, zazdrością i gniewem ze strony innych ludzi. Za tymi uczuciami stoją silne emocje, które przekształcają się w wibracje, mogące w rzeczywistości zaszkodzić i doprowadzić do nieszczęścia. Tak jak niegdyś, nazywamy je złym okiem, urokiem, złorzeczeniem lub klątwą.

◦ Złe oko
Nie bez przyczyny mawia się, że oczy są zwierciadłem duszy. To właśnie w nich można często dostrzec osobowość drugiego człowieka, jego nastrój czy nawet intencje, jakie ma wobec nas. Już w starożytności przypisywano spojrzeniu bardzo duże znaczenie. Mimo upływu czasu wciąż zwracamy na nie uwagę. Kiedy z kimś rozmawiamy, zwykle spoglądamy mu w oczy. Są jednak osoby, z którymi nie sposób nawiązać takiego kontaktu, gdyż mają ciężki, przytłaczający wzrok. Sami mówimy niekiedy, że komuś źle z oczu patrzy i instynktownie nabieramy do niego dystansu. Według przekonań ludowych właśnie tacy ludzie mogą rzucić złe spojrzenie. Jak wynika ze źródeł, nie zawsze jest to jednak zamierzone. Bywa, że ludzie czynią to w sposób zupełnie nieświadomy, na przykład w przypadku, gdy ktoś z zazdrością spogląda na nas, nasze dzieci, kwiaty lub inne dobra. Niestety, konsekwencje są takie same, jak przy świadomym rzuceniu złego oka. O tym zjawisku mowa jest zarówno w źródłach etnograficznych dotyczących przesądów ludowych, jak i w legendach z Pomorza i Kujaw.

◦ Złorzeczenia
Jak już wspomniałam, słowa mają wielką moc. Raz rzucone, nigdy nie wracają. Życzenie komuś nieszczęścia, czyli po prostu złorzeczenie, to świadome i celowe działanie wymierzone przeciwko danej osobie lub rodzinie. Można o nim mówić, gdy ktoś z całego serca życzy innym czegoś złego i to życzenie wypowiada na głos. Jest to więc negatywna energia skierowana przeciwko innej osobie. Ma ona dużą moc, a skutki potrafią być odczuwalne nawet długo po wypowiedzeniu słów. Można by powiedzieć, że takie życzenie nieszczęścia jest swoistym zaklęciem rzuconym przeciwko drugiemu człowiekowi. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że można życzyć nieszczęścia także samemu sobie, więc czasem lepiej nie mówić niczego złego na swój temat, nawet w przypływie negatywnych emocji.

◦ Szepty
Szeptami można nazwać ciche, powtarzane magiczne formułki, skierowane przeciwko drugiemu człowiekowi. Nigdy nie są wypowiadane wprost, lecz mówione za plecami potencjalnej ofiary. Wytwarzają negatywną energię, która ma otoczyć zaatakowaną osobę ciemnym kokonem, gęstym niczym mgła, a w konsekwencji utrudnić jej dalszy rozwój, sprowadzić pecha i doprowadzić do choroby.

◦ Klątwy
Klątwy to najgorsza forma ataku na drugiego człowieka. Są to bowiem słowa wypowiedziane świadomie i z premedytacją, często poparte wyraźną intencją oraz odpowiednio przygotowanym rytuałem. Bywało, że aby rzucić na kogoś klątwę, udawano się do czarownicy, która miała to uczynić w sposób o wiele bardziej skuteczny, często wykorzystując nie tylko słowa, ale i różne magiczne akcesoria. Bywało, że wykorzystywały do tego nawet… mrowiska.

Niestety, słowa mają potężną moc działania. Konkretny zamiar zaszkodzenia innej osobie oraz wypowiedziana intencja potrafią wpływać na rzeczywistość. Dobrze jest wiedzieć, że tego typu ataki na innych ludzi nie pozostają bez konsekwencji dla złorzeczącego. Zła energia potrafi bowiem wrócić, a gdy powraca, uderza z dwukrotną siłą. Nasi przodkowie całkowicie wierzyli w potęgę słów, więc uciekali się do najróżniejszych sposobów, żeby uchronić się przed niechęcią lub potencjalnym zagrożeniem. Wystarczył cień podejrzenia, że na rodzinie lub domu ciąży jakiś urok bądź klątwa; przeczucie któregoś z domowników, iż ktoś mógł wobec niego zastosować jeden z tych ataków albo wręcz posłyszenie złego słowa pod swoim adresem, a starano się odczynić zło i wzmocnić ochronę. W żadnym razie nie pozostawiano tego losowi. Oczywiście, w czasach chrześcijańskich uważano, że przeżegnanie się po trzykroć i odmówienie modlitwy jest skuteczne, lecz na wszelki wypadek uciekano się też do innych sposobów – tych pamiętających dawne czasy. Stosowano je więc niemal równocześnie. Nikt wszak nie gardził przekazami, które otrzymał od swych rodziców czy dziadków.

Miotła
Bardzo pomocna w takich rytuałach okazywała się miotła, którą symbolicznie wymiatano złe spojrzenia oraz uroki i złorzeczenia. Podczas tego swoistego rytuału odczyniania, recytowano często zaklęcia. Mogły one brzmieć w ten sposób:
Niechaj wszelakie zło wymiecione stąd zostanie,
Nikogo nie skrzywdzi, do ziemi powróci. Amen.