Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

sobota, 18 kwietnia 2015

Magia ludowa


W dzisiejszych czasach coraz częściej korzysta się z mądrości minionych pokoleń. Warto więc wiedzieć, że magia była niegdyś częścią dnia codziennego. Stosowali ją wszyscy: od zwykłych mieszkańców wsi i miast, aż po dostojników i władców.
Wbrew pozorom ona jednak nie zniknęła. Uciekamy się do niej nawet dzisiaj, często zupełnie nieświadomie. Stała się częścią naszych codziennych działań, które wydają się zupełnie pozbawione jakiejkolwiek magii; elementem tradycji, wplecionym w obchody chrześcijańskich świąt; wreszcie echem pobrzmiewającym w niektórych pieśniach i modlitwach.

Panna z pruskiej osady

Błudowo to wieś w powiecie elbląskim, w gminie Młynary. Zaledwie kilometr od niej znajduje się wzgórze, na którym wznosiła się niegdyś pruska osada. Związane jest z nią piękne podanie o zaklętej pannie.

            Na północ od wsi Błudowo znajdują się pozostałości po dawnej, pruskiej osadzie. Do dziś ostały się fragmenty fosy, a wzgórze nazywane jest „pogańskimi szańcami”. Podobno niegdyś wznosił się tam wspaniały, warowny gród, który przyćmiewał potęgą inne okoliczne osady. Co się z nim stało? Różne krążyły niegdyś o tym opowieści.
Jedni mawiali, że został zniszczony podczas niezliczonych wojen; inni, że zapadł się pod ziemię na skutek zaklęcia rzuconego przez złego czarownika, który zapragnął pojąć za żonę córkę tamtejszego władcy. Dziewczyna nawet słyszeć nie chciała o tym małżeństwie, więc ojciec odprawił czarodzieja. Urażony rzucił zaklęcie na gród, który w ciągu jednej tylko nocy zapadł się pod ziemię, a wraz z nim mieszkańcy i ich cały dobytek. Pozostało tylko wzgórze, które rychło zarosło gęstymi krzewami i fragmenty dawnej fosy otaczającej warownię. Stąd i wzięła się późniejsza nazwa, mieszkańcy bowiem nie zapomnieli o dawnej świetności tego miejsca.
Tymczasem piękna panna z pruskiej osady nie zaznała spokoju. Odrzuciwszy względy czarodzieja, naraziła się na dodatkową pomstę. Od owego czasu pojawia się bowiem na wzgórzu i cierpliwie czeka na męża, który wybawi ją od złego zaklęcia. Może to uczynić tylko kawaler, który nie zna strachu w sercu i w noc pełni księżyca uda się na błudowskie wzgórze, by tam zaczekać na jej przybycie.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Małe podsumowanie

Postanowiłam zrobić małe podsumowanie. Według wszystkich znaków na ziemi i niebie (w tym konfiguracji planet w moim horoskopie natalnym), wszystko wskazywało na to, iż słowo pisane stanie się fundamentem mojego życia. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że obierze to taki obrót. Moją największą pasją były książki. Czytałam i wciąż czytam z ogromną przyjemnością. Nie wyobrażam sobie życia bez ciekawej lektury. Zaś pisanie?
Owszem, pisałam od dzieciństwa. Wszystko zaczęło się od wierszy i opowiadań o zwierzętach, następnie- wraz z pojawieniem się miłości do historii- powstały opowieści związane ze starożytnością, np. „Siostra Kleomenesa”, czy „Sfakteria”. Wszelako nie wiązałam z tym przyszłości. Było to moje hobby, sposób na oderwanie się od codzienności i zagłębienie się w przeszłość. Szłam raczej prostą drogą w kierunku kariery nauczycielki.
Nie zrezygnowałam jednak z moich małych przyjemności. Z czasem opowieści przyjęły znacznie większe rozmiary i bardziej poważne podejście do fabuły. Do starożytności dołączyła epoka renesansu. Wówczas też zaczęłam gromadzić materiały związane z dwiema powieściami, które obecnie stanowią potężny zbiór notatek, fragmentów źródeł historycznych i całych rozdziałów. Wciąż leżą w mojej szafie, czekając na odpowiedni moment. Jedna dotyczy schyłku imperium zachodniorzymskiego, zaś druga osadzona jest w czasach podboju Peru przez hiszpańskich konkwistadorów.

Los jednak sprawił, że zamiast skupić się na powieściach, pochyliłam się nad drugą moją miłością, a mianowicie regionalistyką. Wszystko zaczęło się niewinnie od udziału w konkursie literackim „Strachy na Lachy”. To wówczas zdobyłam nagrodę za opowiadanie, pt. „Południca”. Później spróbowałam swoich sił w artykułach, które ukazały się w czasopiśmie „Czwarty wymiar”. Nawet przez myśl mi wówczas nie przeszło, że tak właśnie zaczyna się moja wielka przygoda z pisaniem, a w wieku 40 lat  będę mogła pochwalić się 8 wydanymi książkami. Moja współpraca z Wydawnictwami Region i Marpress zaowocowała powstaniem pozycji, które łączą podania, legendy, dawne wierzenia i historię. Nie zarzuciłam jednak i poezji. Moje wiersze ukazały się w dwóch zbiorczych antologiach poetyckich. 


Nicolas Japikse, Orańczycy. Wilhelm Orański, część 3


Część 3

            Schorowany  cesarz Karol V zestarzał się przedwcześnie. Ostatecznie zdecydował się na abdykację i zakończenie swego panowania zarówno w imperium, jak i w Niderlandach. Ta wiadomość dotarła do księcia, gdy przebywał w obozie pod Brukselą.
Wilhelm pospiesznie wrócił do miasta i wziął udział w uroczystym zgromadzeniu Stanów Generalnych, podczas których cesarz rezygnował z piastowanej przez siebie władzy. Podczas przemówienie, wsparł się na ramieniu młodego szlachcica, tym samym umacniając jego- silną już wówczas- pozycję. Przy tej okazji wspomniał również o szacunku, jaki żywił dla sukcesów hrabiego Henryka. Była to ostateczna apoteoza pozycji, jaką poza książęcym tytułem zdobył dom Nassau. Książę Wilhelm z pewnością wierzył wówczas, że podąży śladami wuja. Mimo to był już wówczas podświadomie przygnębiony. Ta wielka powaga, niemal lodowaty chłód, który pojawia się na wszystkich znanych młodzieńczych obrazach księcia, wykonanych przez Moora z Kassel (datowany na rok 1555), niezbicie wskazuje na pierwsze uspokojenie, zadumę i jakby nadzieję na przyszłe lata.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Mapa marzeń w 2015 roku

Fragment Mapy
 Moja pierwsza Mapa Marzeń powstała 10 lat temu. Wykonywałam ją podczas zajęć z psychologii i traktowałam bardziej jako ciekawe zajęcie plastyczne, niż narzędzie do kreowania przyszłości. Zadanie było jednak na tyle frapujące, że przyłożyłam się do niego starannie- spośród zebranych kolorowych wycinków z gazet dobierałam te, które najbardziej do mnie „przemawiały” i były odzwierciedleniem moich marzeń. Zdałam sobie wtedy sprawę, iż dopiero podczas tej pracy, tak naprawdę pochyliłam się nad tym, czego pragnę.  Okazało się wówczas, że pełne uświadomienie marzeń nie jest wcale takie proste, jak to się na pozór wydaje. 
Informacje na temat Mapy Marzeń zamieściłam już 24 marca 2014, jednak postanowiłam je ponowić w związku z pytaniami o najlepszy czas na stworzenie własnej Mapy (zwanej niekiedy Mapą Skarbów lub Umową z Losem).
Link do całości:
Wprawdzie czas na wykonanie mapy marzeń jest zawsze dobry, jednak są różne opinie na ten temat. Niektórzy wskazują pierwszy nów księżyca w znaku Barana, inni pełnię lub dzień urodzin, albo inną, równie ważną dla nich datę. Z energetycznego punktu widzenia najlepszy czas to nów księżyca. Jest on bowiem związany z wszystkimi rytuałami magicznymi, które wiążą się z nowymi przedsięwzięciami oraz wszelkim przyciąganiem- także szczęścia, miłości i dostatku. Działają one najsilniej właśnie w czasie, kiedy księżyca zaczyna przybywać.
W roku 2015 są to następujące dni: