"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie"

(Carlos Ruiz Zafon- Cień wiatru)

sobota, 18 kwietnia 2015

Panna z pruskiej osady

Błudowo to wieś w powiecie elbląskim, w gminie Młynary. Zaledwie kilometr od niej znajduje się wzgórze, na którym wznosiła się niegdyś pruska osada. Związane jest z nią piękne podanie o zaklętej pannie.

            Na północ od wsi Błudowo znajdują się pozostałości po dawnej, pruskiej osadzie. Do dziś ostały się fragmenty fosy, a wzgórze nazywane jest „pogańskimi szańcami”. Podobno niegdyś wznosił się tam wspaniały, warowny gród, który przyćmiewał potęgą inne okoliczne osady. Co się z nim stało? Różne krążyły niegdyś o tym opowieści.
Jedni mawiali, że został zniszczony podczas niezliczonych wojen; inni, że zapadł się pod ziemię na skutek zaklęcia rzuconego przez złego czarownika, który zapragnął pojąć za żonę córkę tamtejszego władcy. Dziewczyna nawet słyszeć nie chciała o tym małżeństwie, więc ojciec odprawił czarodzieja. Urażony rzucił zaklęcie na gród, który w ciągu jednej tylko nocy zapadł się pod ziemię, a wraz z nim mieszkańcy i ich cały dobytek. Pozostało tylko wzgórze, które rychło zarosło gęstymi krzewami i fragmenty dawnej fosy otaczającej warownię. Stąd i wzięła się późniejsza nazwa, mieszkańcy bowiem nie zapomnieli o dawnej świetności tego miejsca.
Tymczasem piękna panna z pruskiej osady nie zaznała spokoju. Odrzuciwszy względy czarodzieja, naraziła się na dodatkową pomstę. Od owego czasu pojawia się bowiem na wzgórzu i cierpliwie czeka na męża, który wybawi ją od złego zaklęcia. Może to uczynić tylko kawaler, który nie zna strachu w sercu i w noc pełni księżyca uda się na błudowskie wzgórze, by tam zaczekać na jej przybycie.

            Dawno temu znalazł się już taki śmiałek. Był młody, pewny siebie i wierzył, że nic nie zdoła go powstrzymać przed ocaleniem pięknej dziewczyny. Rówieśnicy żartowali z niego twierdząc, że wierzy w baśnie opowiadane przez starych ludzi. On jednak wzruszał tylko ramionami.
- Pójdę, sprawdzę i sam się przekonam. Jako, że północ jest godziną duchów, będę tam na nią czekał.
- Północ?- uśmiechnęła się pewna kobieta, o której mawiano, że zna się na tajemnych sztuczkach- O północy nic się nie dzieje. To nie ten czas, nie ta godzina. Czekaj chwili, gdy poczujesz najcichsze bicie serca ziemi, wtedy masz szansę coś ujrzeć.
            Nie uwierzył, jednak z niecierpliwością zaczął wyglądać pełni. Nocą, kiedy księżyc świecił w całej swej okazałości, udał się więc na wzgórze i usiadł na kamieniu. Czas dłużył mu się niemiłosiernie. Minęła północ i nic się nie wydarzyło. Wokół panowała cisza i żaden cień nie zamajaczył w okolicy.
- Chyba mieli rację.- burknął do siebie- To tylko stare opowiastki.
            Tymczasem nastał ów niezwykły czas przed świtem, kiedy to cały świat na kilka chwil wstrzymuje oddech, a wszystkie cienie wyłaniają się zza zasłony dzielącej życie i śmierć. Wówczas zza drzew wyłoniła się jasna postać. Była to piękna dziewczyna o długich, złocistych włosach sięgających ziemi i przyozdobionych barwną wstążką, ubrana w białą, powłóczystą suknię. Stanęła nieopodal, przyglądając się młodzieńcowi.
            Zerwał się z miejsca zdumiony, ale i przejęty tym widokiem. Wiedział, że ma przed sobą tajemniczą pannę- tę, na którą czekał tak długo. Zdjął kapelusz i skłonił się nisko.
- Witam cię, pani.
- To ja cię witam, miły chłopcze.- uśmiechnęła się- Nieczęsto ktoś tutaj przychodzi.
- Może lękają się złych duchów.- zażartował. W jednej chwili pożałował jednak tych słów, bowiem twarz panny posmutniała nagle. Dodał więc szybko- Ja za to niczego się nie lękam i chcę pomóc.
- Jesteś na to gotowy?- zapytała, przyglądając mu się uważnie.
            Dopiero teraz dostrzegł, że miała oczy błękitne jak niebo w pogodny dzień. Gorliwie skinął głową.
- Powiedz mi tylko, pani, co mam zrobić?
- Wystarczy, że przeniesiesz mnie po trzykroć wokół waszej świątyni. Dawno temu znajdował się tam bowiem święty gaj, w którym zanoszono modły i składano ofiary. Jeżeli znajdę się na tej poświęconej ziemi, a ty przez ten czas nie obejrzysz się za siebie, będę ocalona. Jesteś gotów, by spełnić to zadanie?
            Uśmiechnął się i spojrzał na nią z taką pewnością, że nadzieja pojawiła się na jej twarzy.
- Nawet teraz. Uratuję cię od tego przeklętego czaru.
- Wierzę, że zdołasz tego dokonać.- odpowiedziała cicho.
- Będziesz wolna, nim świt nastanie.- zapewnił.
            Bez wahania wziął dziewczynę na ręce. Zaskoczony spostrzegł, że była lekka niczym piórko. Już chciał dodać, iż nie będzie to trudne zadanie, lecz przypomniał sobie o ostrzeżeniu. Bez słowa ruszył więc ścieżką w dół, w stronę kościoła.
            Pierwsze dwa okrążenia minęły bez żadnych niepokojących zdarzeń. Młodzieniec odetchnął zadowolony i ruszył po raz trzeci wokół kościoła. Nagle, gdzieś za sobą usłyszał szelest i odgłos ciężkich kroków. Pomny ostrzeżeń szedł jednak dalej, nie zważając na nic i nie oglądając się za sobie. Nie drgnął nawet wówczas, gdy tuż za nim rozległ się potworny łoskot i jakiś iście szatański śmiech. Już był blisko ukończenia zadania, gdy nagle tak nieszczęśliwie zahaczył o gałąź, że kapelusz spadł z jego głowy. Instynktownie odwrócił się za siebie, by go podnieść. W tym samym momencie panna rozpłakała się żałośnie i zniknęła. Na próżno rozglądał się dookoła i nawoływał. Wiedział, że nie dotrzymał danego słowa i nie sprostał zadaniu. Kilkukrotnie chodził jeszcze na wzgórze z nadzieją, iż dana mu będzie kolejna szansa, lecz dziewczyna nigdy więcej mu się nie ukazała.
            Zaklęcie nie zostało zdjęte. Panna z pruskiej osady czeka więc nadal na swego wybawcę. Kto wie, może znajdzie się śmiałek, który zdoła ją wybawić. 

Więcej podań i legend znajdziecie w książce "Legendy z Żuław i Dolnego Powiśla", Gdynia 2014 .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz