"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie"

(Carlos Ruiz Zafon- Cień wiatru)

poniedziałek, 28 listopada 2016

Andrzejkowy sennik

Andrzejkowy sennik

            Andrzejkowe wróżby to wielowiekowa tradycja, która jak widać wciąż cieszy się niezmierną popularnością. Niegdyś wszystkie wróżby tego dnia miały jeden cel: zapewnić dziewczęta, że znajdą ukochanego i wkrótce wyjdą za mąż. Dzisiaj zwyczaje nieco się zmieniły i Andrzejki kojarzą się nam głównie ze świetną zabawą oraz różnymi wróżbami- niekoniecznie miłosnymi.
O najpopularniejszych andrzejkowych wróżbach pisałam już nieco wcześniej:


Tym razem chcę zwrócić uwagę na sny. Czy wiecie, że człowiek przesypia 4 miesiące w roku? Są one naszym drugim życiem; głosem duszy, gdy nasza podświadomość może wreszcie dojść do głosu, nie uciszana ciągłym nawoływaniem rozsądku i jaźni. Sny również dzielą się na różne typy, warto więc zwracać na nie uwagę. Sama od wielu lat prowadzę dziennik snów i czasem pochylam się nad nim zaskoczona.

Jednak nie chciałam pisać tutaj ogólnie o snach, ale o tych szczególnych, andrzejkowych. Na temat snów, ich rodzajów i interpretacji napisze może innym razem. Teraz potraktujmy to jako element andrzejkowej tradycji i spójrzmy na nie trochę z przymrużeniem oka. Jeżeli więc będziecie bawić się tego wieczoru, spróbujcie zapamiętać co wam się śniło. Bardzo możliwe, że sen będzie najważniejszą wróżbą- taką typowo andrzejkową, związaną z miłością.

Oto mały andrzejkowy sennik dla tych, którzy będą chcieli sprawdzić jakież to niespodzianki przyszykował im los. Życzę miłej zabawy!

niedziela, 27 listopada 2016

Nominacja do Literackiego Gryfa


Niezmiernie miło jest mi powiadomić Państwa, że moja książka: „Magia ludowa z Pomorza i Kujaw” została nominowana do nagrody Literackiego Gryfa w Miejskiej Bibliotece Publicznej imienia Aleksandra Majkowskiego w Wejherowie. 


środa, 23 listopada 2016

Podziękowanie

Pragnę podziękować Wszystkim i każdemu z osobna za przekazanie 1%, sms-ów oraz wpłat na moje leczenie i rehabilitację. Jak już wspominałam, pieniądze te mogę przeznaczyć wyłącznie na walkę z chorobą. Nie posiadam ich fizycznie, gdyż wszystkie wydatki opłacane są za pośrednictwem fundacji, która w pierwszej kolejności rozpatruje zasadność wniosku oraz przeznaczenia. To również fundacja z mojego subkonta opłaca wykupywane leki, rehabilitację oraz konieczne wizyty lekarskie.

Dziękuję po tysiąckroć za tę pomoc. Sama nie dałabym rady, gdyż koszty są ogromne. Dzięki Waszej pomocy mam fundusze choć na niewielką część wydatków. Gdyby nie wielkie serca i pomoc, choroba siałaby znacznie większe spustoszenie w moim organizmie. Dzięki każdej wpłacie mogę zaś walczyć o zachowanie choć częściowej sprawności.




wtorek, 1 listopada 2016

Jesień i SM


Jesień jest piękna… Pomimo szarug, szybko następujących ciemności, deszczu i wiatrów, ma ona swoje drugie, wyjątkowe oblicze. Wystarczy, że zaświeci słońce, a rozświetli się wszystkimi kolorami liści. Wystarczy, że o świcie popatrzymy przez okno i w snujących się nisko nad ziemią mgłach dostrzeżemy jej nieuchwytną magię. Wystarczy, że docenimy bogactwo darów ziemi, które niesie ze sobą…

Niestety, te wszystkie barwy szybko nikną, gdy nasila się choroba. Dla osób chorych na stwardnienie rozsiane jesień rzadko kiedy jest łaskawa. To czas, gdy choroba pokazuje swoje mroczne oblicze. Ja również zaliczam się do tej grupy.

Jak każdego roku jesień kojarzy mi się głownie z pogorszeniem. Nasila się okrutna dla mnie spastyczność. Wprawdzie towarzyszy mi ona każdego dnia przez okrągły rok i wiele osób zastanawia się na czym w ogóle chodzę, jednak jesienią staje się wręcz nieznośna. Czym ona jest? W najprostszych słowach można określić ją jako bolesną sztywność mięśni, która odbiera mi sprawność. Nogi przypominają kamienne słupy, których nie sposób podnieść, a ich ciężar utrudnia poruszanie. Do tego dochodzą bolesne skurcze obejmujące całe ciało i ciasny i bolesny „gorset” opasujący tułów i utrudniający oddychanie. Gdy do tego dochodzi jeszcze zaostrzenie astmy, ten oddech staje się udręką. Podobnie jest z rękami, które nagle stają się mało użyteczne, a wszystko, co trzymam ląduje najczęściej na ziemi.