Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

niedziela, 30 października 2016

Kochankowie z jeziora (Ocypel)

Przed wiekami na dwóch brzegach Jeziora Świętego leżały dwa potężne grody, których granicą była Święta Struga. Mieszkańców dzieliła jednak nie tylko woda, ale także wiara. W jednej osadzie wciąż oddawano cześć dawnym bogom w świętym gaju: składano ofiary z kwiatów i chleba, palono święty ogień i zanoszono modły znane od wieków. Natomiast w drugim grodzie wznosił się drewniany kościółek zwieńczony krzyżem, a zamiast unoszącego się w niebo dymu ofiarnego niosły się pobożne pieśni. Wrogość narastała z dnia na dzień. Dla obu stron bóstwa były bowiem najważniejsze, a ich religia jedyna i prawdziwa. Niechęć ta jednak nie mogła zniszczyć prawdziwej miłości, która niespodziewanie połączyła dwoje młodych ludzi. Piękna dziewczyna była córką kapłana i często u jego boku oddawała cześć bóstwom przodków. Jej złote jak łany pszenicy włosy zdobił wieniec z polnych kwiatów – symbol niewinności. Darzyła ona odwzajemnioną miłością młodzieńca z chrześcijańskiej osady. Młodzi spotykali się więc na przekór wszystkiemu, co ich dzieliło. Wiara nie była dla nich przeszkodą. Wpatrzeni w siebie, doskonale wiedzieli, że to ich miłość jest najpotężniej- szą siłą. Nie zniechęcały ich wrogie spojrzenia, nie raziły szepty i groźby potępienia. Pragnęli być razem i codziennie, o świcie i o zmierzchu, kradli dniom chwile szczęścia. Spotykali się nad brzegiem i pływali wspólnie łodzią po jeziorze. – Nie potrafię tak żyć. Miłuję cię i nic nie jest w stanie tego zmienić. Nieważne, czy wierzysz w prawdziwego Boga. Wiem, że w głębi serca masz jasną duszę i idziesz drogą prawdy – westchnął pewnego razu młodzieniec.
– Przy tobie z całą pewnością jest to droga miłości – uśmiechnęła się serdecznie.
Spojrzał w jej błękitne oczy, które przypominały niebo w pogodny dzień, i dodał:
– Chciałbym, byś była moją żoną. Te krótkie chwile, gdy jesteśmy razem, to zbyt mało. Chciałbym, byś była przy mnie zawsze. Gdy ciebie nie ma, tęsknię. Gdy jesteś przy mnie, martwię się, że za chwilę musimy się rozstać.

Jak kapitan diabła przechytrzył (Gdańsk)

 
Żył niegdyś w Gdańsku pewien kapitan, o którym mawiano, że urodził się pod nieszczęśliwą gwiazdą. Nieustannie  przytrafiały mu się jakieś niemiłe historie: statek został uszkodzony podczas nawałnicy,  złodzieje okradli mu ładownię, opuściła go narzeczona. Zmęczony przeciwnościami coraz bardziej tracił nadzieję na poprawę losu. Pewnego razu siadł nad brzegiem morza i westchnął ciężko.
- A choćby i przez diabła, byle mnie jakie szczęście wreszcie spotkało.
            Diabeł czekał na taką okazję. Zakręcił się dookoła i już pojawił się przed zdumionym kapitanem. Wyszczerzył się w uśmiechu, błysnął czarnym okiem i zdjąwszy kapelusz, stwierdził.
- Jestem na twoje wezwanie.
- Na moje wezwanie?- zapytał- A kimś jest u diabła?
- No jak to kim? Diabłem we własnej osobie, kapitanie.- uśmiechnął się ponownie- Wzywałeś mnie, więc jestem. Zdradź mi swoje marzenia, a chętnie je spełnię… Za drobną opłatą, rzecz oczywista.
            Kapitan nie zastanawiał się długo. Wyżalił się diabłu i opowiedział o swoich zmartwieniach.
- Mam dość. Wszyscy coś osiągają, bogacą się, mają własne domy i rodziny, a ja?- kończył swoje żale- Nieustannie wiatr mi wieje w oczy. Nic mi się nie udaje.
- Mogę to zmienić. Mogę sprawić, że od dziś będzie sprzyjało ci szczęście.
- A czego chcesz w zamian?
- Drobiazgu.- diabeł wzruszył ramionami i zaczął bawić się kapeluszem- Tylko twojej duszy, gdy przyjdzie ci odejść z tego świata.
            Zamyślił się kapitan. Wcale nie uśmiechała mu się wizja piekła, ale był tak zmęczony życiem w ciągłych kłopotach, że postanowił zgodzić się i na ten warunek.
- Co przemyślniejsi nieraz wybrnęli z umowy z diabłem. Może i ja się wywinę.- pomyślał.
- Więc jak?- diabeł ponaglał do decyzji.
- Zgodzę się, ale mam warunek.
- Jaki?
- Przed śmiercią spełnisz moje ostatnie życzenie.- odparł z uśmiechem.
- Z ogromną przyjemnością.- odpowiedział wysłannik piekła i strzelił palcami. W jednej chwili na kamieniu pojawił się stosowny dokument.- Podpisz zatem.
Kapitan uważnie przeczytał cyrograf. Jako, że na samym dole dokumentu znalazło się zastrzeżenie, jakiego zażądał, podpisał bez wahania.

Wiedźma to ta, która ma wiedzę

(…) Słowo wiedźma kojarzymy obecnie negatywnie, a tymczasem wystarczy sięgnąć do samego znaczenia tego słowa oraz źródeł etnograficznych, by zrozumieć, że w dawnych wierzeniach i ludowych przekonaniach wiedźma była tą, która ma wiedzę – zarówno o przyrodzie i roślinach, a zatem o leczeniu ludzi, jak i o zjawiskach naturalnych oraz magii. Wiedźma była osobą, która swoją mądrością dzieliła się z innymi, ufała swej intuicji i była żywą skarbnicą dawnych mądrości i rytuałów. Było to określenie pełne podziwu i szacunku, takie kobiety traktowano więc z wielkim uznaniem dla ich wiedzy i działań na rzecz lokalnej społeczności. Nazywano je różnie: wiedmami lub widmami, matuchami, ciotami, szeptunkami, na Pomorzu i Kujawach najczęściej zaś po prostu mądrymi. To ostatnie miano było szczególnie popularne w okolicach Torunia i na całej ziemi chełmińskiej. Wiedźmy były wyroczniami, kapłankami, znachorkami i uzdrowicielkami. Swoją wiedzę wykorzystywały zaś po to, by służyć i pomagać innym. Prawdziwa wiedźma działała bowiem dla ludzi, nigdy przeciwko nim. Do kogo, jak nie do niej, udawano się, gdy zachorował ktoś w rodzinie? Do kogo zwracano się o pomoc, radę lub interwencję w sprawach niecierpiących zwłoki? Do kogo szło się, gdy stawano na rozdrożu życia i potrzebowano rady czy wróżby? Właśnie do wiedźmy. Ową opinię zmieniło dopiero chrześcijaństwo. Nie nastąpiło to jednak od razu. Z roku na rok, z dziesięciolecia na dziesięciolecie wiedźmy zaczęto utożsamiać z kobietami, które mają związek ze złymi mocami i są służebnicami diabła. Wzmacniały to słowa duchownych, którzy podczas kazań piętnowali dawną wiarę i mądrości ludowe, potępiali zabobony ludu jako coś wywodzącego się od diabła i prowadzące prostą drogą do piekielnych otchłani. Wszelkie działania wiedźm uważali zaś za wymierzone przeciw wierze oraz naznaczone nieczystymi siłami. Skąd bowiem kobieta mogła mieć taką wiedzę? Uważano, że jedynym sposobem na jej zdobycie było zaprzedanie duszy diabłu i zostanie jego służebnicą i kochanką… (…)

wtorek, 18 października 2016

Podziękowanie za 1%



Pragnę gorąco podziękować wszystkim cudownym osobom, które odpisały 1% podatku za rok 2015 z myślą o moim leczeniu i rehabilitacji, a tym samym wsparły mnie w starciu z tą nieprzewidywalną chorobą. 
To dzięki Wam mogę stawiać opór eSeMowi i walczyć.

Każda złotówka jest dla mnie na wagę złota i za każdą z nich z całego serca dziękuję.
Wierzę, że ofiarowane mi dobro, wróci do Was po trzykroć.