"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie"

(Carlos Ruiz Zafon- Cień wiatru)

piątek, 2 września 2016

Miłość silniejsza od śmierci


Columbano Bordalo Pinheiro (1901/ 1904)
Był wieczór 24 kwietnia 1361 roku. Katedra w Coimbrze była rozświetlona niczym podczas wielkiej uroczystości. Uwagę wezwanych przez króla Pedra najznamienitszych panów Portugalii zwróciły dwa trony. Pełni niepokoju spojrzeli w ich stronę. Na jednym siedział milczący władca. Na drugim dostrzegli odziane w monarsze szaty i przywiązane linami szczątki zamordowanej przed dwoma laty Inês de Castro. Jej głowę wieńczyła teraz korona. Spojrzeli po sobie, ale król nie dał im wyboru. Wszyscy, po kolei musieli oddać jej hołd, klękając i całując rozpadającą się dłoń.

To nie jest zapowiedź żadnego horroru, ale prawdziwa historia, która wydarzyła się w XIV-wiecznej Portugalii.

Inês de Castro wywodziła się ze szlachetnego rodu, w którym płynęła królewska krew. Była córką Pedra Fernándeza de Castro, pana Lemos i Sarii oraz jego kochanki Aldonsy Lorenzo de Valladaves. Jej pradziadek, Sancho IV Odważny był królem Kastylii i Léonu. Przyszła na świat w 1320 lub 1325 roku- daty jej narodzin nie są pewni nawet historycy. Pewne jest jednak to, że wyrosła na piękną pannę o subtelnej twarzy, regularnych rysach, jasnej cerze, pięknych oczach i złocistych włosach. Nic dziwnego, że z takim pochodzeniem i urodą została damą dworu księżnej Kastylii Constanzy Manueli de Villena a Barcelona, która w 1339 roku została wydana za mąż za następcę tronu Portugalii, Pedra. 

Nordic walking dla eSeMki? Czemu nie?

Tak wiele mówi się o znaczeniu ruchu i rehabilitacji w stwardnieniu rozsianym. Polska rzeczywistość jest jednak taka, że dostęp do rehabilitacji jest bardzo ograniczony. W moim przypadku to pobyt raz na rok na oddziale rehabilitacyjnym w szpitalu oraz wyjazd na 2-tygodniowy turnus rehabilitacyjny raz w roku (ten ostatni dzięki Waszej pomocy i „magicznego” 1%). Poza tym pozostają samodzielne ćwiczenia i ruch w każdej możliwej postaci. Od początku choroby trzymam się zasady pięciu „M”, opracowanej przez Jamesa H. Rimmera: Moving More Means More Mobility (Więcej ruchu oznacza więcej zdolności do poruszania się)

Wrześniowa odsłona

Dzień dobry Wszystkim,

obiecywałam nową odsłonę bloga i dotrzymuję danego słowa. Nic w końcu nie trwa wiecznie, życie się zmienia i każdy z nas- czy tego chce, czy nie- ulega tym zmianom. Pięć lat temu, gdy rozpoczynałam pisanie byłam nie tylko młodsza i zdrowsza, ale również inna. Może bardziej naiwna? Może bardziej optymistycznie nastawiona do rzeczywistości? W każdym razie inaczej patrząca na wiele spraw. Miałam inne priorytety i w dużej mierze inne plany. Priorytety zmieniły się na skutek postępu choroby. Z części planów musiałam zrezygnować, a wiele innych dostosować do moich możliwości. Wciąż jednak marzę, pomna słów Paula Michaela Zulehnera: „Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki”. Wiem, że jeśli przestanę marzyć, stracę siłę do mierzenia się z codziennymi wyzwaniami. Może zabrzmi to nieco dziwnie, ale uważam, że wszystko w życiu ma jakiś sens. Nawet choroba. 
            Nie będę udawała, że jest łatwo, ale nikt nam w końcu nie obiecywał, że będzie lekko. Jednym z Przesłań Cudów Gabrielle Bernstein są słowa: „Zamartwianie się jest modlitwą o chaos”. Mnie tego chaosu nie potrzeba, podobnie jak i każdemu z Was. Zamiast więc zamartwiać się nad tym, co będzie jutro, wolę uśmiechnąć się do dnia dzisiejszego.