"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie"

(Carlos Ruiz Zafon- Cień wiatru)

środa, 18 lipca 2012

Waga Czarownic w Oudewater

Jakiś czas temu pisałam o tzw. próbie wagi, która stanowiła jeden ze środków dowodowych w procesach o czary i miała na celu ustalenie, czy dana osoba była czarownicą (lub czarownikiem). Skąd taki pomysł? Otóż uważano, że czarownica musi być lżejsza niż przeciętny człowiek, skoro lata na miotle.
Przygotowania do próby były nadzwyczaj proste: oskarżona o czary musiała zdjąć ubranie, by nie ukryć w nim żadnych ciężkich przedmiotów i rozpleść włosy (wierzono bowiem, że diabeł, który ją chroni, ukrywa się często we włosach), a następnie wejść na wagę. I chociaż próba zdawała się być z wszech miar uczciwa, osoba okazywała się często lżejsza niż piórko. Było to zarazem dowodem na to, iż jest czarownicą. Taki rezultat wynikał najczęściej z nieuczciwości tych, którzy poddawali nieszczęsną próbie i za wszelką cenę chcieli zdobyć niepodważalny dowód jej winy.
            Była jednak w Europie taka waga, która stanowiła przedmiot westchnień wielu ludzi żyjących w cieniu stosu. Znajdowała się w holenderskim miasteczku Oudewater. 


Oudewater to niewielkie miasteczko poprzecinane kanałami, któremu uroku dodają małe kamienice i malownicze mosty. Znajduje się ono niespełna  11 kilometrów od Goudy i stanowi swoistą granicę między Holandią a Utrechtem. Prawa miejskie uzyskało w 1265 roku z rąk Hendrika van Vianden. W 1572 roku dołączyło do 12 miast sygnatariuszy, które wzięły udział w pierwszych wolnych Stanach Generalnych w Dordrechcie i postanowiły zrzucić władzę Hiszpanii. Srogo zapłaciło za swój bunt, gdyż w niespełna 3 lata później zostało zdobyte i splądrowane przez wojska hiszpańskie. W XVI i XVII wieku Oudewater było niezwykle ważnym ośrodkiem wytwarzania niezwykle mocnych lin z konopi. Jednak nie to sprawiło, iż niewielkie miasteczko stało się słynne w całej Europie. Powodem była właśnie owa niezwykła Waga Czarownic. Urzędnicy zajmujący się ważeniem skrupulatnie wypełniali swój obowiązek, a następnie wydawali certyfikat, który był uznawany w całej Europie i żaden, nawet najbardziej zaciekły łowca czarownic, nie śmiał podważać tego dokumentu.

Według legendy cesarz Karol V von Habsburg, w uznaniu dla nieprzekupnych i z wszech miar uczciwych sędziów z Oudewater, nadał miasteczku przywilej, dzięki któremu waga miała moc prawną na obszarze Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego i wszelkich jego posiadłości. Osoba poddana próbie wagi otrzymywała od Rady Miejskiej certyfikat, w którym orzekano, iż została zważona na publicznej wadze i wykazała się należnym ciężarem. Nie było nawet potrzeby wpisywania dokładnej wagi. To bowiem wystarczało, by cieszyć się gwarancją nietykalności w sprawach o czary. I jak się okazało- nie tylko na terenie Cesarstwa, ale także we wszystkich zakątkach Europy.
Nie można się zatem dziwić, że Oudewater stało się celem wypraw tych wszystkich, którzy pragnęli spokoju ducha, lub traktowali wagę jako ostatnią deskę ratunku.

Waga istnieje do dziś i wciąż można uzyskać certyfikat. Wystarczy tylko odwiedzić urokliwe Oudewater i udać się do Muzeum Wagi Czarownic. Po zważeniu otrzymuje się napisany pięknym gotykiem certyfikat, który z pewnością będzie stanowił piękną pamiątkę. Na szczęście teraz to wyłącznie turystyczna atrakcja i nikt nie musi już zdobywać zaświadczenia, by ratować własne życie. 

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że podobna waga znajduje się w Serbii, na Zamku Djunderski w Kulpinie. W tym wypadku jednak procedura jest nieco inna. Kandydatkę waży się tam bowiem dwukrotnie: najpierw ją samą, a później z miotłą. Jeżeli w obu wypadkach waga jest taka sama, oznacza to, że nie ma konszachtów z diabłem. Czasami metodę tę stosują narzeczeni, by mieć pewność, iż nie żenią się z... wiedźmą. 

Literatura:
Baschwitz K., Czarownice. Dzieje procesów o czary, Warszawa 1971
Łuczak Antoni "Czary i czarownice - wczoraj i dziś", Wrocław 1971

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz