Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

środa, 18 kwietnia 2012

Próby stosowane podczas procesu o czary


Procesy o czary kojarzone są nie tylko z torturami i płonącym stosem. Pozostają nam bowiem jeszcze tzw. próby, którym poddawano oskarżonych o czary. Ich celem była wstępna weryfikacja zarzutów, wykazanie niewinności, lub też jednoznacznie udowodnienie winy (znalazły zastosowanie choćby w opisanym procesie Barbary Jakubki w miejscowości Nowe, w 1719 roku).
Stosowano pięć prób:

·         Próba wody- stosowana najczęściej, ponieważ wodę uznawano za żywioł czysty, który nie przyjmie tego, kto winę ma w sobie. Drugim powodem było przekonanie, że  czarownice po zaślubinach z diabłem stawały się lekkie niczym piórko, więc trudno byłoby je utopić. Pławienie polegało na tym, iż oskarżoną wiązano w kozła tzn. prawą dłoń wiązano z lewą stopą, a lewą z prawą stopą. Następnie przywiązaną do liny opuszczano do wody. Jeżeli tonęła był to dowód niewinności, jeżeli utrzymywała się na powierzchni oznaczało, że jest czarownicą. Nie wiadomo ile kobiet utonęło udowadniając tym samym swoją niewinność.

·         Próba ognia- stosowana była również w innych procesach karnych. Polegała na tym, by oskarżona przeniosła rozpalone żelazo. Gdy tego dokonała, owijano jej ręce poświęconym woskiem i skrapiano wodą święconą. Tego typu opatrunek zostawiano na trzy dni. Jeśli po tym czasie ręce się goiły, świadczyły o niewinności. W przypadku, gdy rana goiła się źle był to dowód winy. Stosowano również nieco inny sposób przeprowadzania próby ognia: na ziemi kładziono rozpalone żelaza, po których oskarżona musiała przejść trzy kroki. 

·         Próba łez- opierała się na wierzeniach, iż czarownica nie jest w stanie uronić choćby jednej łzy. Sędzia nakłaniał tedy oskarżoną, by zapłakała na dowód swej niewinności.  Bywało jednak, że przerażone kobiety nie były w stanie się rozpłakać. O czym to świadczyło? Ano o tym, iż z całą pewnością jest…czarownicą.

·         Próba wagi-  stosowana była na podstawie przekonania, że czarownice są lekkie i dzięki temu mogą latać. Przed wejściem na wagę kobieta musiała się rozebrać i rozpuścić włosy, by nie mogła ukryć żadnych ciężarów. Jeżeli ważyła mniej niż określała to specjalna norma (wynosiła ona około 49,5 kg), stanowiło to dowód jej winy. O niezwykłej wadze z Oudewater wspomnę innym razem.

·         Próba igły- zgodnie z wierzeniami diabeł biorąc czarownicę w posiadanie pozostawiał na jej ciele swoje znamię. Należało więc owo znamię odszukać. Poszukiwania rozpoczynano od golenia włosów na ciele oskarżonej, a następnie oglądano ciało w poszukiwaniu znamion. Nakłuwano je wówczas, by sprawdzić czy popłynie krew. Jeśli się nie pojawiała oznaczało to, że oskarżona ma kontakty z siłami nieczystymi.
Jeżeli próby nie potwierdziły oskarżenia, sąd najczęściej zwalniał oskarżoną zobowiązując ją do przysięgi oczyszczającej. Ponadto zwykle wymagano potwierdzenia jej słów przez sześciu współprzysiężników.

Literatura:
Baranowski B., Pożegnanie z diabłem i czarownicą, Łódź 1966
Baranowski B., Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII w., Łódź 1952
Baranowski B., W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981
Baschwitz K., Czarownice. Dzieje procesów o czary, Warszawa 1971
Koprowska- Głowacka A., Czarownice z Pomorza i Kujaw, Gdynia 2011
Potkowski E.., Czary i czarownice. Warszawa 1970,
Sójka- Zielińska K., Historia prawa, Warszawa 1993

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz