Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

wtorek, 28 czerwca 2016

Tajemnicze zaślubiny w Rowach

Noc była wyjątkowo ciemna. Ciężkie chmury wisiały nisko nad ziemią, ukrywając gwiazdy i księżyc. Tylko od czasu do czas błyskawica rozjaśniała okolicę, a ponury grzmot przetaczał się przez niebo. Fale biły niespokojnie o brzeg, potęgując wrażenie, że wszystko wokół drży w posadach. Mieszkańcy Rowów już dawno spali lub w zaciszu domostw palili gromnice i modlili się o rychłe uspokojenie nawałnicy.
Tymczasem, około północy pojawił się tajemniczy żaglowiec. Nie zważając na czyhające w odmętach niebezpieczeństwo spuszczono szalupę. Wsiadło do niej pięcioro ludzi, szczelnie okrytych długimi płaszczami. Dwóch z nich zaczęło wiosłować, by czym prędzej dopłynąć do brzegu. Niewielka łódź tańczyła na falach odrzucana siłą wiatru i potęgą fal tak, jakby sama natura chciała zapobiec tej wyprawie. Jednak w tej nierównej walce to ludzie okazali się tym razem zwycięzcami. Dotarli do wybrzeża i wyciągnęli szalupę na piach. Padły rozkazy, wszystkie wypowiadane w języku szwedzkim.
- Ruszamy tam!- jeden z mężczyzn wskazał ręką na wzgórze, gdzie wznosił się niewielki kościół.
            Wkrótce dotarli na miejsce. Drzwi świątyni były otwarte, więc weszli bez wahania do środka. Dopiero tam zrzucili płaszcze i odkryli oblicza.
- Idźcie po pastora.- dodał ten sam mężczyzna. Na żółtym kaftanie, w który był odziany błysnął złoty łańcuch. Jednocześnie pomagał zdjąć nakrycie ostatniej osobie.- Pozwól, moja pani.

            Gdy tajemnicza kobieta zdjęła płaszcz, okazało się, że ma na sobie piękną, białą suknię ozdobioną klejnotami. Jej złote loki rozsypały się na ramiona. Rozejrzała się niepewnie po ciemnym kościele i po chwili zwrócił bladą twarz w kierunku mężczyzny.
- Myślisz, że się zgodzi?- zapytała cicho, podnosząc na niego błękitne niczym niebo oczy.
- Nie ma wyjścia.- wzruszył ramionami i spokojnie usiadł w jednej z ław- Zaczekajmy.
            W tym samym czasie dwóch Szwedów udało się do domu pastora. Kilkakrotnie uderzyli pięściami w ciężkie drzwi.
- Otwierać! W imieniu Jego Królewskiej Mości Gustawa Adolfa Wazy!
            Po chwili ciszy, usłyszeli powolne kroki. Zazgrzytał zamek i w uchylonych drzwiach ukazała się zaspana twarz pastora. Obrzucił niespodziewanych gości bacznym wzrokiem. Nie wyglądali na rozbitków, których morze wyrzuciło na brzeg ani na nieszczęśników szukających pomocy i schronienia na noc.
- Co się stało?- zapytał zdumiony.
Mężczyźni nie wdawali się w długie rozmowy. 
- Odziejcie się szybko. Pójdziecie z nami.
- Ale…
- Wyjaśnimy później. Jego dostojność nie zamierza czekać.
- Jego dostojność?- wyszeptał przerażony pastor. Nie był pewien, czy aby się nie przesłyszał, ale wysłannicy nie zamierzali niczego tłumaczyć. Dali mu tylko tyle czasu, by mógł się ubrać i poprowadzili go do kościoła. Kiedy już przekroczyli próg świątyni, jeden z nich zameldował.
- Przyprowadziliśmy pastora jak waszmość kazał.
            Mężczyzna podniósł się z ławy i ujął dziewczynę za rękę. Uśmiechnął się do niej.
- A nie mówiłem?
- Co… Co ja mam zrobić?- dopytywał coraz bardziej zaniepokojony pastor.
- Czynić swoją powinność.
- Ale…?- wciąż nie wiedział czego się od niego oczekuje.
            Para podeszła do ołtarza. 
- Żadnego „ale”. Po prostu udzielisz nam ślubu.
- Tutaj? Teraz?- duchowny miał coraz więcej wątpliwości.
- Owszem.- odpowiedział zniecierpliwiony i wyjął pistolet. Bez wahania wycelował go w pastora. Powtórzył z naciskiem- Tutaj i teraz.
            Duchowny uniósł bezradnie ręce i pokręcił głową.
- Skoro taka jest wasza wola.- westchnął- Ja umywam od tego ręce, ale udzielę wam ślubu, skoro tak bardzo wam na tym zależy. Dajcie mi chwilę…
            Podczas gdy przygotowywał się do odprawienia ceremonii, pan młody ujął twarz dziewczyny w dłonie. Spojrzał jej w oczy i szepnął.
- Wiedz, że prawdziwie cię miłuję i już na zawsze będziesz moja- zarówno przed Bogiem jak i przed ludźmi.
            W tym czasie towarzyszący im mężczyźni zapalili świece przy ołtarzu i przyklękli. Pastor odmówił odpowiednie modlitwy. Kiedy padła formuła zaślubin, oblubieńcy powtórzyli ją żarliwie i słowa te przypieczętowali pocałunkiem. Ich towarzysze podpisali się pod stosownym dokumentem jako świadkowie. Wydawało się, że cała historia zakończy się szczęśliwie.
Kiedy jednak duchowny kończył modlitwy, kolejna błyskawica rozjaśniła niebo i wnętrze kościoła. W jej blasku błysnęło ostrze sztyletu. Jeden z obecnych wbił ostrze w plecy pastora. Grzmot burzy i huk fal zagłuszyły jego przeraźliwy krzyk. Ciało zawinięto w płaszcz i zabrano ze sobą. Wrzucono je na dno szalupy, a gdy Szwedzi powrócili na okręt, wrzucili je do morza.
            Nikt nie wiedział skąd przypłynął ów statek, ani dokąd podążał. Opowiadano później, że panem młodym był jeden z generałów króla Gustawa Adolfa, choć nie brakło plotek, iż to sam król zawitał do Rowów. Pojawiły się także pogłoski, jakoby śmiertelny cios zadano nie pastorowi, a oblubienicy i to w chwilę po ślubie.
Jakkolwiek było, tajemnicze zaślubiny miały miejsce. Nigdy nie poznano też imion pary kochanków. Do dziś jednak, kiedy w Rowach zapadają ciemności, można spotkać zjawę owego pastora. Przechadza się zwykle po lesie, który porósł miejsce dawnego kościoła i przylegającego doń cmentarza. Tylko on wie komu udzielił podówczas ślubu.


Więcej opowieści w książkach: "Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa pomorskiego" oraz "Legendy Ustki i Ziemi Słupskiej".

1 komentarz:

  1. Niesamowita i bardzo tajemnicza historia. Aż przeszły mnie ciarki.

    OdpowiedzUsuń