Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

niedziela, 14 lutego 2016

Starościanka Hanna, co nie chciała Szweda

W roku pańskim 1655 szwedzkie oddziały dotarły na ziemie Wielkopolski. Ci, którzy postanowili stawić opór niezwyciężonym rajtarom, wycofali się na zamek w Gołańczy. Tam bowiem organizowano obronę przed nieprzyjacielem. Jednakże poza żołnierzami gotowymi do walki na śmierć i życie, za bezpiecznymi murami schronili się także ci, którzy umykali z palonych wiosek i plądrowanych miejscowości. Ulice zapełniły się rychło kobietami, dziećmi i niezdolnymi do walki starcami.
            Szwedzi dotarli pod zamkowe mury i zamknęli obrońców w żelaznym pierścieniu oblężenia. Mijały dni znaczone przelaną krwią i ofiarnością. Topniały zapasy prochu, zaczynało brakować żywności. Obrońcy, którzy dotąd zamierzali bronić się do upadłego  z coraz większym zwątpieniem i lękiem spoglądali po sobie i na niewzruszone szwedzkie zastępy.
- Azaliż mówi się, że oni są niezwyciężeni…- szeptali między sobą, gdy z trudem odparli kolejny szturm na mury.
- Kule się ich nie imają, czy z martwych powstają? Powiadam ci, diabelskie to sztuczki…
- Milczeć!- przerwał im starosta, który od jakiegoś czasu rozważał poddanie zamku, by ocalić chociaż tych najsłabszych- Spróbuję zawrzeć z nimi układ.
            Daremne były protesty obrońców. Starosta postanowił wcielić w czyn swoje zamierzenia. Dowiedziała się zaś o tym jego córka Hanna i wybiegła mu naprzeciw, gdy szedł w stronę zwodzonego mostu.
- Ojcze!- krzyknęła, zagradzając mu drogę- Nie pójdziesz beze mnie!

- Wracaj do komnat, dziecko. To do mnie należy rozmowa ze szwedzkim dowódcą.
- Pójdę z tobą, ojcze.- potrząsnęła głową.
            Spojrzał na nią i westchnął ciężko. Hanna była jego jedyną córką- przepiękną dziewczyną o złocistych włosach zaplecionych w warkocz i oczach błękitnych jak niebo. Szara, prosta suknia podkreślała jej niezwykłą urodę, tak podobną do matczynej.
- Wiesz, że nigdy nie zmieniam zdania. Jeśli mamy rozmawiać, uczynimy to wspólnie.- dodała.
            Nie potrafił odmówić. Kazał opuścić most i z kilku ludźmi wyszedł do nieprzyjaciela. Wieść o chęci rozmowy w mgnieniu oka dotarła do namiotu szwedzkiego dowódcy. Polecił od razu sprowadzić starostę. Jakież było jego zdumienie, gdy u boku mężczyzny dojrzał piękną dziewczynę. Zdjął kapelusz i w niskim ukłonie, piórem zgarnął pył z ziemi.
- Pani, panie… Rad jestem widzieć was w mych progach…
            Oboje byli zaskoczeni tym uprzejmym powitaniem, lecz na zaproszenie zasiedli przy stole. Ugoszczeni jadłem i winem, w prostych słowach opowiedzieli, co sprowadza ich do wrogiego obozu. Szwed słuchał uważnie, choć jego wzrok coraz częściej zatrzymywał się na spłonionym licu pięknej starościanki, aniżeli na surowej twarzy kasztelana. Dziewczyna
Zrobiła na nim tak wielkie wrażenie, że trudno mu było skupić się na negocjacjach. Jego  myśli zaprzątnęła wizja tego, czego pragnął ponad wszystko…
- A gdyby tak…- myślał-  Gdyby zakończyć oblężenie i wyjść z niego, największą zdobycz mając w ramionach? Rzucić służbę, w której śmierć jest najpewniejszą nagrodą i założyć szczęśliwą rodzinę z tą piękną panną, która teraz zasiada przy jego stole?
Takie szczęście w zupełności by mu wystarczyło i przyniosło więcej szczęścia aniżeli kolejne zwycięstwa w imieniu władcy. W końcu jak niemal każdy młody człowiek myślał o przyszłości, szczęśliwej rodzinie i spokojnym życiu w domowych pieleszach.
- Czy bylibyście zatem skłonni wziąć zamek w zamian za zwolnienie ludzi?- zakończył starosta swoją propozycję.
            Dowódca otrząsnął się z zadumy. Uśmiechnął się lekko i skinąwszy głową uniósł ku górze puchar.
- Jeśli oddacie mi, panie za żonę tę oto dziewczynę, zgodzę się na wszystko. Odstąpię od oblężenia i daruję wszystkim życie.
            Słowa Szweda wywołały przerażenie na twarzy starosty i jego córki. Spojrzeli po sobie zdumieni, nie wiedząc jak postąpić.
- Klnę się na Boga, że wezmę ją za żonę.- dodał dowódca, by rozwiać wszelkie obawy, że chce uczynić z dziewczęcia swoją brankę.
            Bladość pokryła lica Hanny, gdy ponownie spojrzała na Szweda. Starając się opanować drżenie głosu zapytała cicho.
 - Czy jeśli opuszczę zamek, to dozwolisz odejść w pokoju wszystkim mieszkańcom?
- Tak, pani.
- Nie uczynisz nikomu krzywdy? Ani ty, ani żaden z twoich ludzi nie podniesiecie ręki przeciwko nim?           
Serce dowódcy biło coraz szybciej, nadzieja dodała mu odwagi. Podniósł się i uklęknął przed córką kasztelana. Ująwszy jej dłoń, ucałował ją z czcią.
- Przysięgam na Boga i na swój honor, pani. Nikomu żadna krzywda się nie stanie, skoro ty zamek opuścisz.
            Z trudem zdobyła się na uśmiech, choć rękę zręcznie wysunęła z dłoni Szweda.
- Zatem dozwól mi wrócić wraz z ojcem, bym mogła pożegnać bliskich mi ludzi.
- Niech się stanie twa wola, pani. Ja ze swej strony przysięgam, że u mego boku czekać cię będzie życie szczęśliwe i pełne dostatku. Niechaj ojciec twój będzie pewien, iż nigdy żadna krzywda ci się nie stanie, a ja bronić cię będę aż do ostatniej chwili mego życia.
            Skinęła głową, jakby nie dostrzegając przerażenia w oczach ojca. Starosta podniósł się z miejsca.
- No cóż, chyba czas na nas.
            Dowódca odprowadził oboje aż do granicy obozu.
- Będę czekał, pani…- dodał tylko i ponownie skłonił się nisko.
            Gdy zaś starosta i jego córka powrócili na zamek, straszliwy szloch dobył się z piersi dziewczęcia.
- Córko droga… Jakże mam cię oddać w szwedzkie ręce?- szepnął i przytulił Hankę.  
- Nie oddam mu swej ręki. Nigdy nie wyjdę za Szweda.
- Ale…
- Zaufaj mi, ojcze… Wiem, co czynię.
            Łzy szybko obeschły, a wiatr osuszył policzki. Hanna pożegnała się z mieszkańcami, dobre słowo szepnęła i zrozpaczonemu ojcu. Gdy zaś nad gołanieckim zamczyskiem zapadła noc, opuściła komnatę i boso udała się korytarzami na wieżę. Znajdujące się u stóp zamku jezioro lśniło srebrzyście w blasku księżyca. Zapatrzyła się przez chwilę w przepastną toń i westchnęła ciężko, oczy wznosząc ku usianemu gwiazdami niebu.
- Wybacz mi Boże i przyjm mą duszę… Śmierć wolę niż życie u Szweda.- wyszeptała.
            Zanim pełniący wartę strażnicy spostrzegli co się dzieje, rzuciła się do jeziora. Ktoś zauważył postać w białym stroju i wzniósł alarm. Na zamku wszczął się straszliwy rwetes. Starosta, pełen najgorszych przeczuć, wybiegł na mury. Jeszcze nim świt nastał, u podnóża murów odnaleziono ciało Hanny…
Szwedzki dowódca dowiedział się rychło o tym ponurym wydarzeniu. Jego serce zacisnęło się w bólu- nie chciał przecież śmierci pięknej Hanny. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że w ten sposób dumna dziewczyna zechce opuścić rodzinny zamek. Marzenie o szczęśliwym życiu prysło w jednej chwili niczym kryształ. Gdy adiutant stanął w progu namiotu czekając na rozkazy, zobaczył swego wodza siedzącego z głową ukrytą w ramionach.
- Dotrzymam danego słowa.- rzekł tylko- Mieszkańcy mogą odejść wolno. Niech nikt ręki na nich nie podniesie… Jednak ci, którzy zamku nie opuszczą, nie znajdą litości.
            Starosta, którego powiadomiono o rozkazach szwedzkiego dowódcy polecił wyprawić kobiety, dzieci, starców i ciężej rannych z zamku. Przechodzili wzdłuż szpaleru, jaki zrobili Szwedzi, by przepuścić ich poza pierścień oblężenia. I choć strach ogromny ich ogarniał- wszak na jeden rozkaz mogliby uczynić straszliwą rzeź, nie padł ani jeden strzał. W oddali, przed namiotem widzieli tylko bladego dowódcę w szerokim kapeluszu, który w milczeniu spoglądał na zamek, jakby czekał aż będzie mógł przystąpić do ostatecznego szturmu. Gdy już wszyscy opuścili zamek, pierścień zamknął się na powrót. Jeszcze tego samego dnia Szwedzi przypuścili atak na mury. Tym razem Gołańcz padł. Obrońców wymordowano, a ich ciała Szwedzi pochowali pod dziedzińcem zamku.
            W ten sposób Hanna, co nie chciała Szweda ocaliła mieszkańców Gołańczy od niechybnej śmierci. Ludzie opowiadają, że każdego roku 23 czerwca w rocznicę swej tragicznej śmierci, jej duch wyłania się z wód jeziora. Na włosach ma wieniec z lilii, a w dłoni trzyma bukiet kwiatów. W ciemności nocy spogląda tęsknie na zamek i gdy minie północ na powrót pogrąża się w jeziorze. Każdej nocy zaś, pomiędzy północą a godziną pierwszą, na brzegu jeziora, nieopodal łuku zamkowej bramy zatrzymuje się mężczyzna odziany w czarny strój. Podobno to sam starosta, który wciąż opłakuje utraconą córkę.    

Na podstawie książki "Legendy i opowieści z czasów wojen polsko- szwedzkich"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz