Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

sobota, 5 września 2015

Nicolas Japikse, Orańczycy. Wilhelm Orański, część 5

Malarz: Anthonio Mor, ok. 1554
Część 5

            Równie ważne jak rozwój opozycji wobec polityki władcy jest pytanie, czy na motywy jego postępowania wpływały w jakiś  sposób przekonania religijne. Niektóre przekazy- wśród nich Apologia- wskazują na to, jakoby współczuł innowiercom i podobnie jak Henryk II nie uważał, że wprowadzenie Inkwizycji jest potrzebne. Nikt jednak nie wie, jaka była prawda. W każdym razie wyrażał to tak samo usilnie, jak sprawę opuszczenia Niderlandów przez wojska hiszpańskie.
            Sądzę, że jest to możliwe. Książę Wilhelm był człowiekiem nie tylko bardzo inteligentnym, ale także współczującym. Jego człowieczeństwo ujawnia się kilkakrotnie w korespondencji, jaką prowadził. Mimo to jego życie religijne w owych latach nie było zupełnie jasne. Oficjalnie wyznawał katolicyzm, w którym wychowywano go od dwunastego roku życia. Jednak w młodości matka zasiała w nim ziarno wiary ewangelickiej, które wciąż tam tkwiło. Było to nasienie, które kiełkowało w duszy zwolennika augsburskiego wyznania wiary. W Apologii dał nawet dowód, jak duży wpływ na jego przekonania religijne miała ogłoszona w Augsburgu wolność religijna i podkreślił swoje wychowanie w duchu ewangelickiego kościoła. W tych latach jednak uważał za właściwe bronić religii swego władcy i wyznawać ją mimo tego, że wciąż był w rozterce między swoim dawnym życiem               a zewnętrzna maską. Życiowe doświadczenie podpowiadało mu jak należy postępować. Kiedy w 1558 roku zmarła jego żona Anna von Egmont, została pochowana w obrządku katolickim. Matka księcia, Juliana nie chciała wówczas przybyć na uroczystości do Bredy wraz z trojgiem pozostałych dzieci:
„Chciałabym, by i książę nie uczestniczył.
Chociaż on uważa to za wolę Boga ja wiem,
że sprowadzi to na nas nowe wielkie nieszczęście”.
Matka doskonale zdawała sobie sprawę, że jej najstarszy syn nie żył w zgodzie ze swoją prawdziwa wiarą.

            Nie można oczekiwać, że człowiek w takim położeniu zaakceptowałby prześladowania i palenie niekatolików na stosach. Zresztą prześladowano wówczas przede wszystkim kalwinów, których książę i tak nie rozumiał. Kiedy w 1561 roku przebywał w swoim księstwie, zaniepokoiły go toczące się we Francji spory między hugenotami a katolikami. W swoich rozporządzeniach religijnych głosił, by chronić: „nasz święty Kościół
i zakazał głoszenia kazań o nowych, przewrotnych doktrynach. Nie było to jednak bynajmniej prześladowanie niekatolików. Celem było przede wszystkim utrzymanie spokoju na terenie kraju.
            Mimo to nie chciał w Apologii przypisywać religii zbyt wielkiego znaczenia. Książę żył życiem „Grand Seigneur” i zazwyczaj niewiele go obchodziły nabożeństwa. Jego sposób życia zmienił się nieco po śmierci pierwszej żony – wraz ze swym bliskim otoczeniem zatracił wówczas wszelki umiar, oddając się nieposkromionym zabawom i wszelkiemu wyuzdaniu. W towarzystwie kobiet bardzo lekkomyślnie wyrażał się niekiedy o religii. Ówczesną niderlandzką szlachtę zaskakiwał tym, że bardzo szybko przychodził do siebie po wszelkich zabawach. Nie zrujnował się także, zaś życie upływające na kosztownych pijatykach i w wielkim luksusie wprawdzie mu towarzyszyło, lecz nie wypełniało jego życia. Był przede wszystkim politykiem i wciąż rozwijał się jako mąż stanu. Taki też właśnie pozostawał dla innych, podczas gdy naprawdę w skrytości ducha największe znaczenie miały dla niego ludzkość i religia.
            Polityka ta zachwiała się, gdy nie wykonał rozkazu Filipa II. Po jego odjeździe powtórzył dobitnie: 
„surowe rozporządzenia przeciw heretykom należy zawiesić”
Władze musiały mu dwukrotnie przypominać o królewskim rozkazie i to bardzo wyraźnie.   W jego polityce coraz wyraźniej wyłania się także opozycja wobec Granvelli, który po wprowadzeniu nowych nadziałów kościelnych został arcybiskupem Mechelen i prymasem całego niderlandzkiego duchowieństwa. Wkrótce też został kardynałem i doradcą nowej namiestniczki generalnej, księżnej Małgorzaty Parmeńskiej – przyrodniej siostry Filipa II. Granvella był obrońcą polityki Filipa w Niderlandach i posiadał wielkie wpływy. Realizacja zamiaru usunięcia go wymagała zdecydowanych czynów, ale księciu brakło poparcia w większości regionów kraju. Postanowił więc połączyć politykę z aspiracjami dynastycznymi. W grę wchodziło tu drugie małżeństwo księcia z Anną Saską. Pochodziła ona ze znanej luterańskiej rodziny i była córką elektora Maurycego, z którym Karol V prowadził w Niemczech wojnę.
            Zresztą książę Wilhelm już wkrótce po śmierci pierwszej żony zaczął rozglądać się za kandydatką do drugiego małżeństwa. Nic w tym też dziwnego, że zmienił kierunek. W ten sposób poszedł w ślady swojego ojca, który postąpił podobnie po śmierci pierwszej żony. Książę zastanawiał się przez jakiś czas nad wyborem pomiędzy księżną Lotaryńską a Saską. Ubieganie się o rękę Renaty Lotaryńskiej – córki księżnej Krystyny jednak się nie powiodło. Starania o Annę Saską dały pozytywny rezultat, choć napotkały na poważny opór ze strony dziadka Anny – landgrafa Filipa Heskiego oraz rządu niderlandzkiego. Książę uzyskał jednak poparcie elektora Augusta Saskiego, który był opiekunem Anny i w ten sposób zostały usunięte wszystkie przeszkody na drodze do małżeństwa. W szczególności chodziło tutaj o kwestię religijną. Małżeństwo ogłoszono w Niderlandach jako katolickie i w ten sposób Orańczyk przekonał Filipa II, że był w błędzie podejrzewając go o skłanianie się ku luteranom. Natomiast krewnym Anny obiecał, iż przychyli się do ich wiary zaś kwestie religijne utrzyma w przyjacielskich stosunkach. Aczkolwiek początkowo uparcie odmawiał tej przychylności w sprawie religii. Ostatecznie zmuszono go w akcie notarialnym do wypełnienia życzeń żony odnośnie spraw wiary i wreszcie dał na to swoje słowo. Znamienity jest fakt, że jednak wolał przekonywać żonę, iż rycerskie powieści jak „Amadis de Gaule” są znacznie lepsze od zamartwiania się nad Biblią. Słowa te mogą świadczyć, że sprawy religijne go wówczas nie interesowały i w ogóle się nimi nie zajmował. Dowodzą też, iż rozważał wówczas możliwość odwołania małżeństwa. Jak zresztą sam pisał, małżeństwo:
„służyło dla wielkiego honoru i szczęścia – mojego i mojego rodu”
Utrzymywał też, że dla zdobycia znaczenia i po to, by wejść w strefę wpływów niemieckiego domu książęcego podeptał więzy krwi, a przyjął truciznę. Podobnie by mógł mówić o małżeństwie z Renatą choć otworzyłoby ono dla niego zupełnie inne widoki polityczne. Decyzja, którą podjął była jednak zupełnie samodzielna. Pozostaje zrozumiała tylko w świetle rozważań polityki zagranicznej.
            W sierpniu 1561 roku odbyło się przygotowane z wielkim przepychem wesele. 
Malarz: Abraham de Bruyn

Do Lipska przybyli nawet przedstawiciele Filipa II, który musiał przemilczeć swój sprzeciw. Książę Wilhelm wykazał się wielką odwagą i zmysłem dyplomatycznym upierając się przy swej woli. To zwycięstwo jednak jeszcze bardziej oziębiło jego stosunki z panującymi. To zrozumiałe, że po tego rodzaju wydarzeniu Granvella zaczął baczniej przyglądać się „Milczkowi”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz