"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie"

(Carlos Ruiz Zafon- Cień wiatru)

czwartek, 29 sierpnia 2013

Anna Rybkowska, Odszedł ode mnie

Anna Rybkowska, Odszedł ode mnie
Wydawnictwo: MWK
Warszawa 2013
ISBN: 978-83-61065-81-4
Stron: 383


O książce:
Co robi kobieta, którą po dwudziestu latach opuścił małżonek?
Popada w depresję?
Buduje dom?
Odkrywa pięćdziesiąt twarzy jakiegoś osobnika?
Nie, ona pisze powieść. Wcale nie o tym jak się zawiodła na swoim mężu.
Ma po dziurki w nosie zmagań z przygnębiającą codziennością. I dość książek, które o tym opowiadają.
W jednej powieści - dwie. Jedna o bohaterce i druga, ta pisana przez nią samą!


Książka Anny Rybkowskiej zaintrygowała mnie już od początku. Bynajmniej, nie tylko okładką, która znacząco wyróżnia się pośród wielu innych, ale także zupełnie innym podejściem do kwestii rozstania z mężem. Poza tym trudno nie dostrzec w niej jeszcze jednej cechy, a mianowicie elementów powieści szkatułkowej. Są to bowiem dwie historie, powiązane ze sobą ledwo uchwytnymi nićmi zależności:  połączone, a jednocześnie tak różne, jak tylko różne mogą być dwie kobiety. Warto podkreślić, że właśnie tym sposobem autorka wprowadziła nas do świata swoich bohaterek- świata pełnego emocji, pasji i nieprzewidywalnych sytuacji.

O czym jest ta książka? Nie będę tutaj zdradzała szczegółów, lecz mogę zapewnić, że jest to powieść o prawdziwym życiu:  jego jasnych i ciemnych stronach, o pasji i zniechęceniu, miłości i zdradzie, zaufaniu i wielkim rozczarowaniu. Niesie ze sobą także zawsze aktualne przesłanie, że nawet jeżeli upadniemy na ziemię, niebo spadnie nam na głowy i uznamy, że to koniec świata, to zawsze znajdziemy w sobie siłę, by się podnieść i zacząć wszystko od nowa. Życie jest bowiem wartością najcenniejszą, a każdy koniec niesie ze sobą nadzieję na początek czegoś zupełnie nowego. Wszak nic nie trwa wiecznie.

Jednak zanim bohaterka powieści, Beata dojdzie do tych wniosków, jak każda porzucona kobieta musi przejść cierniową drogę bólu i rozpaczy, obwiniania samej siebie i szukania przyczyn nieszczęścia. Jako zaś, że w takich sytuacjach sprawdza się zwykle przysłowiowe prawo serii, nie jest to jedyny kłopot, jaki spada na jej głowę. W tej szalenie trudnej sytuacji pozostają jej tylko dwa wyjścia: ulec ogarniającym ją cieniom depresji, albo odnaleźć blask słońca, którego promienie potrafią przeniknąć mrok, zalegający w duszy cierpiącego człowieka. Beata postanawia więc walczyć o życie, o nowe życie. Ma dla kogo żyć, a nowe przedsięwzięcie staje się dla niej swoistą terapią.

I tu pojawia się druga bohaterka powieści: Melisa- dziewczyna z patologicznej rodziny, zbuntowana i pełna roszczeń, a jednak wrażliwa na krzywdę innych. Ona i jej miłość do pewnego muzyka stanowią kanwę tej drugiej historii, w której również odnajdujemy mnóstwo emocji, niebezpiecznych obsesji i… miłości do zwierząt.

Tak, miłości do zwierząt, bo i ten motyw pojawia się w powieści Anny Rybkowskiej. Georg Bernard Shaw napisał „Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta”. Mam wrażenie, że echa tych słów pobrzmiewają również w powieści „Odszedł ode mnie”. Wszak Beata przygarnia kotkę bez ogonka i łapki, choć wymaga ona dalszego, kosztownego leczenia. Skąd weźmie potrzebne pieniądze? Tego dowiecie się z lektury. Melisa natomiast angażuje się w pracę w schronisku i tam odnajduje to, czego brakowało jej w życiu. Jest to jednocześnie okazja do pokazania Czytelnikowi tego drugiego świata; świata zwierząt skazanych na cierpienie przez człowieka.
Czyżby to było drugie dno powieści? Czyżby autorka chciała nam dać do zrozumienia, że o naszym człowieczeństwie świadczy nie tylko postępowanie wobec ludzi, ale także zwierząt? Już samo poruszenie tego tematu zmusza do refleksji. I słusznie.

„Odszedł ode mnie” to powieść naprawdę warta przeczytania. Akcja jest poprowadzona sprawnie i nie pozwala odłożyć książki na półkę, a bohaterowie nie są postaciami „z papieru”, lecz osobami z krwi i kości-  takimi, wobec których trudno zachować obojętność. Mogą budzić sympatię lub niechęć, bawić lub irytować, ale z całą pewnością nie umkną z pamięci zaraz po przeczytaniu książki. Ponadto nie jest tylko „historią na jeden wieczór”. Porusza zbyt dużo ważnych tematów, by nie powrócić do niej, nie przemyśleć pewnych spraw. No i kwestia ostatnia. Powieść jest napisana w taki sposób, że czyta się z prawdziwą przyjemnością.

Na koniec pozwolę sobie na jedną małą dygresję. Anna Rybkowska poruszyła bowiem pewną kwestię, której nie mogę pominąć. W treści wspomina o Flamandach i ich etnicznej odrębności. Wiem, że to tylko mały wątek, ale cieszy mnie niezmiernie, bo historia Niderlandów jest mi równie bliska jak Hiszpanii.   

Polecam!

2 komentarze:

  1. Przyznam szczerze, ze bardziej zaintrygował mnie wątek o Melisie...ale miałam nieodparte wrażenie swoistego deja vie ...coś takiego czytałam w 5o twarzy Greya ?
    Piękny, utalentowany, bogaty i ekscentryczny mężczyzna i równie piękna acz "nieokrzesana " dziewczyna, niemożliwa miłość tych dwojga,dramatyczne sceny...no tak ! nagannym jest przyznawanie się do czytania : " 5o twarzy Greya " bo to zdaniem wytrawnych krytyków jest książka dla gospodyń i sprzątaczek :( niestety literacki kicz ! ale z lekkim zażenowaniem muszę się z tym gronem ( w tym przypadku)zidentyfikować :( Takie czytadła mnie odprężają i dają poczucie bycia w innym (iluzorycznym świecie) troszkę jak kopciuszek :)W książce Ani Rybkowskiej jest dość dynamiczna akcja ale również "dramatyzm"....przeczytałam ją w dwa wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz. Krytycy krytykami, ale czasami potrzebna jest taka lektura, która odpręży po codziennym dniu i po prostu sprawi przyjemność. Są też takie wieczory, kiedy "cięższa" albo bardziej ambitna literatura nie jest w stanie dotrzeć do przemęczonego umysłu i jak powietrza potrzebujemy lekkiej lektury, która dając nam tę iluzję, jednocześnie zahaczy o życiowe sprawy.
    Ja również przeczytałam ją bardzo szybko. :)

    OdpowiedzUsuń