Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

niedziela, 15 kwietnia 2012

Święta Ludwina- patronka chorych na SM

Ludwina- przyjaciółka ludzi, patronka niepełnosprawnych, ich opiekunów, przewlekle chorych i zmagających się z sm.

Święta Ludwina z Schiedam jest prawdopodobnie jedną z tych osób, które w minionych wiekach chorowały na stwardnienie rozsiane (SM). Wynika to między innymi z zapisków o stanie jej zdrowia i informacji, jakie przetrwały do dzisiejszych czasów. Pierwsze objawy pojawiły się u niej w wieku lat 15. Przez całe życie cierpiała na słabość kończyn dolnych, słabnący wzrok, pogarszający się słuch i nawroty bólu.

Miasteczko Schiedam znajduje się w południowej Holandii, obecnie jest częścią Rotterdamu. Około roku 1230/1250 na rzece Schie zbudowano tamę, co nie tylko osuszyło poldery, ale także doprowadziło do gwałtownego rozwoju niewielkiej osady. Już w  1275 roku Aleida van Avesnes (siostra hrabiego Holandii Wilhelma II) nadała jej prawa miejskie.

Właśnie w tym mieście, 18 marca 1380 roku w Niedzielę Palmową, przyszła na świat Ludwina. Pochodziła z biednej, wielodzietnej rodziny i miała 8 braci. Jej ojciec, zubożały szlachcic Piotr był stróżem nocnym i starał się z niewielkiego dochodu utrzymać liczną rodzinę. W sposób szczególny martwił się o jedyną córkę, której pragnął zapewnić godziwą przyszłość. Ludwina dorastała, a że była jedną z najpiękniejszych dziewcząt w Schiedam, nie brakło kandydatów do jej ręki.
Johannes Brugman,Święta Ludwina
Kiedy skończyła 12 lat ojciec poszukał odpowiedniego kandydata na męża. Ludwina nie chciała jednak nawet słyszeć o zamążpójściu. Dopiero wówczas przyznała, że w wieku 7 lat złożyła Bogu ślub czystości. Jej wiara i żarliwość, z jaką się modliła budziły niekłamany podziw. Kiedy matka wysyłała ją po zakupy, zawsze wchodziła do kościoła, by się pomodlić. Nie była wszelako osobą kontemplującą wiarę w odosobnieniu i nigdy nie stroniła od przebywania wśród ludzi. Zimą roku 1395 wraz z innymi ślizgała się po zamarzniętych kanałach w Schiedam- była to wszak jedna z ulubionych rozrywek mieszkańców Holandii. Zdarzył się jednak wypadek.

 Dziewczyna upadła i nie mogła już podnieść się o własnych siłach. Jej nogi po prostu odmówiły posłuszeństwa. Wypadek był przy tym tak nieszczęśliwy, że złamała żebro.  Zaniesiono ją do łóżka, które odtąd stało się miejscem jej cierpienia. Wkrótce w ranę, która powstała przy upadku wdała się gangrena- stała się ona przyczyną straszliwych boleści. Wciąż nie ustępował też paraliż nóg, zaczęły pojawiać się kłopoty ze wzrokiem i słuchem. 
Ludwina próbowała jeszcze chodzić: czołgała się na kolanach i rękach. Z czasem jednak zaczęło brakować jej na to sił. Do pomocy została najęta pewna kobieta, która zamiast pomagać, często ją upokarzała.
Z początku Ludwina buntowała się przeciw cierpieniu. Było ono ponad jej siły; sprawiało, że nie mogła uczestniczyć w życiu codziennym, a cztery ściany izby, w której znajdowało się jej łóżko doprowadzało ją do rozpaczy. Pragnęła śmierci jako wybawienia. Dopiero ksiądz Jan Pot, który ją odwiedzał sprawił, iż zastanowiła się nad sensem tej męki. Rychło też pogodziła się z chorobą znajdując pociechę w komunii i kontemplowaniu cierpień Jezusa. Dobę podzieliła na siedem części odpowiadającym siedmiu kanonicznym godzinom modlitwy, a swoje cierpienie ofiarowywała za dusze grzeszników.  
Sama, choć przykuta do łóżka niosła nadzieję i pocieszenie innym: biednym i potrzebującym, chorym i słabym. Modliła się wiele- w sposób szczególny umiłowała Dziewicę Maryję i Jej zawierzała swe cierpienie. To pozwalało znosić pełne boleści życie z godnością i oddaniem oraz zachować pogodę ducha. Nie zachowywała żadnych dóbr. Cokolwiek otrzymała, rozdawała potrzebującym.

Coraz częściej zdarzały się dni, kiedy miewała wizje.  Z Aniołem Stróżem u boku odwiedzała Rzym, Ziemię Świętą, a nawet niebo, piekło i czyściec. Nie wszyscy jednak wierzyli w jej cudowne wizje. Był w Schiedam ksiądz, który uważał ją za czarownicę i podczas kazań mówił o tym głośno. Słowa te budziły jednak oburzenie mieszkańców miasteczka, którzy bronili Ludwiny. Konflikt wciąż jednak narastał aż doszło do jego eskalacji. Parafianie nie mogąc odwieźć księdza od rzucania oskarżeń wtargnęli na plebanię i całkowicie ją zburzyli.

Stan zdrowia Ludwiny pogarszał się coraz bardziej. W ogóle nie opuszczała łóżka, jednak im większe było cierpienie, z tym większą wiarą się modliła. Jej ciało było sparaliżowane, poruszała jedynie głową i lewą ręką. Na kilka lat przed śmiercią oślepła także na jedno oko, wzmagały się także bóle głowy. Do tych cierpień doszła gorączka, puchlina i otwierające się wrzody. Podziwiano jej hart ducha, siłę i cierpliwość, z jaką znosiła chorobę. Ludzie przybywali z najdalszych zakątków Holandii, by ją odwiedzić. Coraz głośniej mówiono także o cudach, które zdarzały się w jej obecności: chorzy wracali do zdrowia, słabi odzyskiwali siły.
Liczono się z nią także w Schiedam. Kiedy pewien człowiek został skazany na śmierć przez powieszenie, zaprotestowała i zaniechano wykonania wyroku. 
Z czasem na jej ciele pojawiły się stygmaty: krwawiące rany na dłoniach i stopach. Ból był tak wielki, że nie mogła nawet spać.
Na kilka dni przed śmiercią ukazał się jej Chrystus z koroną, w której brakowało kilku klejnotów. Powiedział: „Córko, potrzeba je jeszcze dopełnić”. Kilka dni później napadli na nią bandyci i rozkradli wszystko, co jeszcze posiadała.

Zmarła 14 kwietnia 1434 roku. Żyła lat 54, z czego 38 spędziła unieruchomiona w łóżku. Pogrzeb odbył się 17 kwietnia i pochowano ją na cmentarzu przy kościele św. Jana. Zaraz po śmierci zaczęto mówić głośno o jej świętości i rozpoczęły się pielgrzymki. W rok później nad jej grobem zbudowano kaplicę, a szczątki złożono w marmurowym sarkofagu.
Podczas krwawej wojny osiemdziesięcioletniej w latach 1568-1648, relikwie Ludwiny wywieziono do Brukseli i złożono w kościele świętej Goduli, by uchronić je przed zniszczeniem. Do Schiedam wróciły dopiero 14 czerwca 1871 roku. Jej kult doczekał się wreszcie zatwierdzenia przez Stolicę Apostolską. W 1890 papież Leon XIII kanonizował Dziewicę z Schiedam. Ludwina stała się patronką przewlekle chorych, chorych na stwardnienie rozsiane, niepełnosprawnych i ich opiekunów, przytułków, szkół oraz łyżwiarzy. Jest także opiekunką rodzinnego miasta.

Obecnie jej relikwie znajdują się w zbudowanym w latach 1878-1881 kościele św. Lidwiny w Schiedam, który 18 czerwca 1990 roku został wyniesiony do miana bazyliki przez papieża Jana Pawła II. Kościół, podobnie jak wcześniejsze miejsca pochówku wciąż jest celem wielu pielgrzymek.
Najczęściej jest przedstawiana jako leżąca w łóżku kobieta w średnim wieku, z welonem lub koroną z róż na głowie. W ręku trzyma gałązkę różaną, lub krzyż. Czasami obok jest anioł wręczający jej bukiet róż.

Na niektórych obrazach można także dostrzec łyżwy- jako symbol nie tylko upadku na lodzie, ale przede wszystkim wyzwolenia duszy.
Obchody ku jej czci odbywają się w zależności od tradycji: w drugą niedzielę po Wielkanocy, w dzień jej urodzin 18 marca, w dzień śmierci 14 kwietnia, lub 14 czerwca.
Według opinii neurologa R. Medeara, Ludwina była jedną z pierwszych osób, u których można zdiagnozować stwardnienie rozsiane- zachowały się bowiem dokładne informacje o przebiegu jej choroby.


Święta Ludwino, Tyś niewiastą o sercu niczym klejnot drogi,
W Tobie pokładają nadzieję opiekunowie oraz chorzy,
Dzięki Twemu błogosławieństwu nikt nie zazna straszliwej trwogi,
Kiedy nagle cierpienie nieprzemijające człowieka zmorzy.

Rodzinne Schiedam, gdzieś oczy swe otwarła, sanktuarium mieści,
Nadzieję pielgrzymom dajesz, w sens cierpienia ich wiarę umacniasz.
Wszak Tyś w cichej pokorze znosiła nieustające boleści,
Więc wszystkie trudy chorych, od innych zależnych, doskonale znasz.

W Twej dłoni lilia się bieli- znak odrodzenia oraz czystości,
Nawet imię wskazuje Twą rolę jako przyjaciółki ludzi.
To Tyś oddała wszystkie swoje cierpienia Boskiej Opatrzności
I Dziewicy Maryi zawierzyła najsroższe bólu trudy.

Kiedy więc cień choroby na lica nas, śmiertelnych nagle padnie,
W Tobie nasza nadzieja, w Tobie oparcie i pogoda ducha.
Jesteś przykładem na bólu i niemocy niebiosom oddanie
I wiemy, że każdej modlitwy Ty zawsze z uwagą wysłuchasz.
         Autorka: Anna Koprowska- Głowacka



Strona bazyliki:
http://www.liduinabasiliek.nl/ 
 
Bibliografia:
Claes J., Claes A., Vincke K., Sanctus, meer dan 500 heiligen herkennen “,  Leuven, 2002
Ekkart S., Lidwina, in: Biographisch- Bibliographisches Kirchenlexicon (BBKL) , Band 16, Herzberg 1999
Fros H, Sowa F., Księga imion i świętych. T. 3, Kraków 1997
Huysmans J.K., Saint Lydwine of Schiedam, 1923
Kemenade K. van, Spapens P., 365 Heiligendagen, Eindhoven 1993
Medear R., Does the history of multiple sclerosis go back as far as the 14th century?. Acta Neurol, Scand. 60 (3), 1979 
Poser C., The dissemination of multiple sclerosis: Ann Neurol, 1994 
Świątkiewicz W., Św. Ludwina, w: Idziemy, 11.04.2010





2 komentarze:

  1. Hej Ewa czy możesz mi potwierdzić, że immunomodulin obniża przeciwciała ANA I i II do 1:40 w po niecałym roku? Znalazłam wiele takich wypowiedzi w internecie. Co to za lek?

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi, ale nie mam pojęcia o tym leku. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń