Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

poniedziałek, 15 października 2018

Powrót z turnusu rehabilitacyjnego

Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na turnusie rehabilitacyjnym w pięknej Ustce. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wspaniali ludzie, których los postawił na mojej drodze. To dzięki nim mogłam skorzystać z dobrodziejstw zabiegów oraz radować oczy widokiem naszego cudnego morza.

            Cóż, rehabilitacja jest najskuteczniejszym, dostępnym dla mnie sposobem na zmniejszenie spastyczności, a tym samym bólu kończyn oraz wzmocnienie mięśni. Nie mam możliwości skorzystania z leku, którego cena jest niebotyczna, więc robię wszystko, żeby nadal funkcjonować i działać. Dzięki staraniom fantastycznych pań z ośrodka „Włókniarz” jestem w stanie walczyć z czterokończynowym niedowładem. Mimo sztywności i bólu nadal staję na nogach, które zwykle przypominają dwa ciężkie słupy (możecie wyobrazić sobie, że do Waszych nóg przyczepiono cegły i musicie poruszać się z takim obciążeniem). Mam nadzieję, że dzięki rehabilitacji wózek, na którym już siedziałam, będzie jeszcze długo stał w piwnicy. Może brzmi to dziwnie, pisane przez osobę świadomą tego, że choroba jest nieuleczalna, ale właśnie ta nadzieja dodaje mi sił, by wciąż iść do przodu i snuć plany na przyszłość. 


Wrócę jednak do turnusu. Wprawdzie pojechałam nad morze w październiku, ale pogoda okazała się niezmiernie łaskawa. W ciągu dwóch tygodni było tylko kilka dni wietrznych, deszczowych i sztormowych. Morze pokazało wówczas swoją moc. Oczywiście nie mogłam oprzeć się pokusie i musiałam nacieszyć oczy potęgą żywiołu. Wzburzone morze, fale przelewające się przez molo i ciemne, sunące nisko nad ziemią chmury robiły wielkie wrażenie. Większość dni była jednak niemal letnia. Niebo było błękitne, morze przypominało spokojne jezioro, a słońce zachęcało do wypoczynku. Wielu ludzi po prostu rozkładało leżaki i siadało na plaży. Nie brakowało też miłośników kąpieli.

Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Rehabilitacja wzmocniła mnie i wierzę, że pełna nowych pomysłów wrócę do pisania. Już wkrótce do Waszych rąk trafią dwie książki, a mianowicie "Baśnie i legendy z dawnych Kresów" oraz zupełnie inna, nowa odsłona "Legend chełmińskich". Na swoją kolej czekają również "Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa zachodniopomorskiego". Wszystkie trzy książki ukażą się nakładem Wydawnictwa Region.

Tymczasem zamierzam odejść nieco od pisania legend. W chwili obecnej pasja starożytnika kłóci się nieco z pracą regionalisty i muszę rozwiązać dylemat, nad którą powieścią się pochylić: nad "Granicami Nawii", czy też "Wilczycą. Bransoletą przeznaczenia".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz