"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie"

(Carlos Ruiz Zafon- Cień wiatru)

poniedziałek, 2 lutego 2015

Południca, część 2

Enciklopedija russkich sujewierij, Moskwa 2000
(...)
Nie mogła tego uczynić. Wolała dać mu szansę na ocalenie życia. Wolno wsunęła szpilę do włosów. Uśmiechnęła się ledwo dostrzegalnie do swych myśli i usiadła obok, wpatrując się z mocą w jego oblicze.
- Poznasz ty łaskę Południcy. Poznasz, jeśli przejdziesz zwycięsko próbę, na jaką cię wystawię.- wyszeptała.
            Minął jeszcze jakiś czas zanim otworzył oczy. Zapach zboża i kwiatów oraz ciepło słonecznych promieni sprawiły, że sen odchodził od niego bardzo powoli. Niemiłosierny ból głowy przywrócił mu jednak świadomość. Usiadł, odruchowo chwytając się za pulsujące skronie i wówczas jego wzrok spotkał się ze spojrzeniem ciemnych oczu kobiety.
- Ki diabeł!- krzyknął- Ktoś ty!
- Czasem i tak mnie zowią.- odpowiedziała pochylając lekko głowę. 

            Patrzył na nią ze zdumieniem. W jego źrenicach odbijało się jedno niewypowiedziane pytanie: Kim była ta kobieta? Wszelkie gwałtowne ruchy wciąż uniemożliwiał mu potworny ból głowy, lecz był pewien, iż ona nie jest wytworem wyobraźni. Wiedział, że ma do czynienia z nieśmiertelną istotą, bowiem patrząc na niego nawet nie mrugnęła, zaś jej twarz- choć nieziemsko piękna, pozostawała nieporuszona niczym oblicze kamiennego posągu wykutego ręką zręcznego rzeźbiarza.
- Chcę byś odpowiedział mi na jedno pytanie.
            Jej głos przypominał szmer wiatru, lecz każde słowo odbijało się w jego umyśle jak uderzenie potężnego dzwonu. Lęk zrodzony gdzieś na dnie jego serca zbudził się nagle.
- Ale...
- Od odpowiedzi zależeć będzie twoje życie.- wyjaśniła, sięgając po złoty sierp zatknięty za pasem.
- Życie...?- powtórzył, z trudem dobywając głos ze ściśniętego gardła.
            W jednej chwili przypomniały mu się opowieści dziadków, którzy przestrzegali przed srogim demonem, który błąkał się w południe po polach. Opowiadali, że niewiasta owa chabernicą, przypołudnicą lub Rżaną Babą zwana zsyłała bóle głowy, omdlenia, obłęd lub śmierć, ścinając głowę lub łaskocząc tak długo aż nieszczęsna ofiara nie wyzionie ducha. Kazali wystrzegać się niczym ognia pól i miedz w porze południowej, a w razie spotkania umykać w cień. Śmiał się wówczas zadziwiony, że wierzą w zabobony, lecz teraz ogarnął go dziwny niepokój. Mimowolnie obejrzał się za siebie, czy gdzieś w pobliżu nie ma jakiegoś cienia, gdzie mógłby się schronić.
- Lękasz się?- zapytała.
            Spojrzał na nią wyzywająco. Nie. Ta kobieta nie mogła być demonem, miała wszak materialną postać i rozmawiał z nią przecież. A może… Przez głowę przebiegła mu myśl, iż może rzeczywiście jakieś szaleństwo ogarnęło go podczas snu. Zamrugał oczami, by sprawdzić czy kobieta czasem nie zniknie. Siedziała nadal w tym samym miejscu ze złotym sierpem w dłoni, wpatrzona w jego twarz.
- Nie lękam. Jesteś tylko kobietą.
- Byłam kobietą.- sprostowała- Kiedyś… Bardzo dawno temu… Teraz żyję poza granicami świata śmiertelnych, by tacy jak ty nie mogli bezkarnie łamać z dawna ustanowionych praw…
- Jakich praw?! Bredzisz!- wybuchnął chcąc zerwać się z miejsca.
            Kobieta bez słowa rozłożyła ramiona i zza jej pleców wyłoniło się siedem ogromnych psów o płonących oczach, które ostrzegawczo szczerząc zęby zbliżyły się do mężczyzny. Przerażenie odbiło się tym razem w jego oczach, jak sierp księżyca w toni jeziora. Zrozumiał, że wystarczy jeden jej gest, a rzucą się mu do gardła, rozszarpując je w ciągu jednej chwili.
Uwierzył.
- Odpowiesz mi więc na jedno pytanie?
- A mam inną możliwość?
Uśmiechnęła się ze smutkiem i pokręciła przecząco głową. Nie chciała jego śmierci, lecz wiedziała, że jeśli nie przejdzie próby, będzie zmuszona odebrać  mu życie. 
-  Powiedz mi więc młodzieńcze jacy to czterej bracia gonią się, ale nigdy się nie złapią? Jeśli odpowiesz, tym razem daruję ci życie…
Spojrzał na nią zaskoczony. Nie spodziewał się takiej zagadki.
Czterej bracia?
Poczuł, że zimny pot spływa mu po czole i plecach, a mimo palącego słońca ogarnia go chłód. Miał wrażenie, iż zimne dłonie śmierci spoczęły na jego głowie, niosąc wprawdzie ulgę w bólu, lecz jednocześnie pociągając go w mroczną otchłań.
Głuche warczenie widmowych psów, które otoczyły go zwartym kręgiem przywróciło mu świadomość. Z mroku wyłoniła się twarz siedzącej przed nim w milczeniu Południcy.
Promień słońca zalśnił złowieszczo na ostrzu sierpa, gdy uniosła go nieco wyżej, na wysokość swoich oczu.
- Jacy?
Wiedział, że czas mija. Starał się w pamięci odnaleźć choćby ślad odpowiedzi, lecz nadaremno. Była tylko pustka i od tej pustki odbijały się słowa zagadki: Jacy czterej bracia gonią się, ale nigdy się nie złapią?
Jedna myśl pojawiła się w jego głowie niczym błyskawica przecinająca niebo podczas gwałtownej burzy. Nie był jej pewien, ale zdecydował rzucić wszystko na jedną szalę.
- Koła u wozu!- krzyknął.
Jej zimny wzrok zmroził go na chwilę, więc dodał niepewnie.
- Są jak czterej bracia, którzy się nieustannie gonią, gdy wóz jedzie!
Zamilkł jednak natychmiast, gdyż kobieta podniosła się niespodziewanie. Psy w jednej chwili doskoczyły do niej posłusznie. Spojrzała na niego z góry niczym bóstwo, a na jej ustach pojawił się uśmiech.
Nie przyznała się, że nie chciała, by jego krew spłynęła po ostrzu złotego sierpa.
- Masz szczęście chłopcze.- rzekła tylko- Pamiętaj jednak o mnie.
Kłosy żyta poruszyły się ponownie. Jej postać z wolna zaczęła się rozpływać aż w miejscu gdzie stała pozostała jedynie srebrzysta mgła, która uniosła się nad ziemię. Do uszu mężczyzny wciąż jednak dochodziło jedno, jedyne słowo.
- Pamiętaj…
            Nie musiała powtarzać… Sam wiedział, że nigdy nie zapomni tego spotkania, które było może niczym sen, lecz snem nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz