Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

piątek, 23 maja 2014

17 maja- Noc Muzeów w Koszalinie

Tegoroczną Noc Muzeów spędziłam w pięknym i zielonym Koszalinie. Główna impreza odbywała się pod znakiem czarownic, które można było spotkać niemal wszędzie. Każdy mógł porozmawiać z wiedźmą, zapoznać się z właściwościami ziół, skosztować niezwykłych potraw, jak choćby… „palucha czarownicy”, obejrzeć scenki rodzajowe, które bawiły do łez, zbudować chatkę z piernika, pobuszować po stoiskach, lub przejść próbę wagi, nad której prawidłowością czuwał groźny inkwizytor. Jako, że temat jest mi bardzo bliski, miałam zaszczyt wygłosić dwie prelekcje: „Czarownice dawniej i dziś”. Frekwencja dopisała, a magiczny świat stał się na kilka chwil nader bliski.

            Organizacja Nocy Muzeów w Koszalinie była doskonała. Bezpłatne linie autobusowe umożliwiały chętnym zwiedzanie licznych muzeów, galerii i innych udostępnionych obiektów. Nie zapomniano także o miłośnikach rowerów. Na dziedzińcu Muzeum nie brakowało atrakcji aż do północy. Imprezę zakończyła grupa JumpFire pokazem tańca z ogniem. 


            Oczywiście, po zakończeniu prelekcji, jak wielu innych ustawiłam się w kolejce, by zwiedzić muzeum. Naprawdę było warto!   

 Najważniejsze atrakcje:


To zaś mały fragment prelekcji, specjalnie dla Czytelników:



"Albert Einstein stwierdził: „Najpiękniejszą rzeczą, której możemy doświadczyć, jest odczucie tajemnicy… podstawowa emocja, z której rodzi się prawdziwa sztuka i prawdziwa nauka”. Tak właśnie jest z magią i czarami. A czarownice? Były, są i będą. Istniały od zarania dziejów. Według legend pierwszą czarownicą, a zarazem nauczycielką magii była córka Diany- Aradia, zwana także królową wiedźm. Były wróżkami, kapłankami, znachorkami i przez tysiąclecia cieszyły się szacunkiem i uznaniem. Na przestrzeni dziejów nosiły także różne miana. Zwano je matuchami, ciotami, Dianami, babami jagami, wiedźmami, malforkami, czy szeptuchami. Zawsze jednak kryły się nieco w cieniu, a swoją wiedzę wykorzystywały najczęściej po to, by pomagać innym. Dopiero w XIII wieku w Europie rozpoczęły się prześladowania podejrzewanych o uprawianie czarów. To wówczas połączono kobietę z diabłem. Choć bowiem nie brakło i mężczyzn zajmujących się czarami, to jednak ofiarami prześladowań padały częściej kobiety. Wiązało się to z przeświadczeniem, iż kobieta jako wrażliwsza na wszelkie otaczające energie, jest tym samym łatwiejszym celem dla złego. Poza tym łatwo było dostrzec jej łączność z naturą- wystarczy spojrzeć na jej powiązanie z 28-dniowym cyklem księżyca. Tymczasem mężczyźni mieli nieco więcej szczęścia. Wielu z nich trafiało pod opiekuńcze skrzydła książąt i tam poświęcali się astrologii i alchemii. Bynajmniej, bywało, że i oni byli oskarżani, poddawani torturom i skazywani. Wyroki bywały zaś różne: od uniewinnienia (co prawda rzadko stosowanego), poprzez kary grzywny, wyświecenie (czyli wyprowadzenie ze wsi lub miasta na wygnanie), aż po śmierć na stosie.


Nie inaczej było na Pomorzu. W obowiązującym prawie starochełmińskim znalazł się artykuł dotyczący walki z herezją i czarami. Zaczerpnięto go bezpośrednio ze „Zwierciadła saskiego”. Jego brzmienie nie pozostawia złudzeń: „To jest o czarownikach i czarownicach, czy są to kobiety czy mężczyźni, którzy zajmują się czarami i którzy potrafią i uprawiają to, że słowami przywołują do siebie diabła. Tych wszystkich należy spalić albo zabić taką śmiercią, jaką sędzia wybierze, która jest surowsza i wymyślniejsza niż tamte. (…) A tym, którzy o tym wiedzą i przemilczają oraz tym, którzy do tego namawiają, albo pomagają, jeżeli im się udowodni, tym należy ściąć głowę.” Zatem… prawo nie znało litości dla potencjalnych czarownic, ani dla tych, którzy ją chronili.


Prawo to wykorzystywano jednak często także po to, by pozbyć się nielubianych lub niechcianych sąsiadów. W końcu nie było trudno zostać czarownicą; ba, nie było trzeba nawet parać się magią czy zielarstwem. Niekiedy wystarczyło oskarżenie ze strony zazdrosnej sąsiadki, podejrzane zachowanie, lub choćby zwykłe posądzenie rzucone w gniewie. A jako, że wierzono, iż diabeł jest obecny i przybiera różne postacie oskarżenia tego typu padały na podatny grunt. Poza tym panowało przekonanie, że każda czarownica ma co najmniej jednego własnego diabła, z których każdy otrzymywał imię i… pomagał jej w czynieniu zła oraz chronił przed niebezpieczeństwem.(...)


(...) Magia jednak nie odeszła w zapomnienie, podobnie jak czarownice. Wciąż nas otacza i stosuje ją każdy z nas- w mniejszym lub w większym stopniu; świadomie, lub zupełnie przypadkowo, kierując się zwyczajem, tradycją bądź przyzwyczajeniem. Wszak była i jest elementem naszego życia, zamknięta w prostych na pozór czynnościach, gestach i słowach. Skąd się wzięła? Z poszukiwań leków, wsparcia, ochrony, zdobycia czyjejś miłości, czy zapobieżenia nieszczęściom. Uciekano się do niej  w najtrudniejszych chwilach różnych cywilizacji,  podczas rytuałów i świąt. Wykorzystywano do niej wszystko to, co znajdowało się pod ręką: kamienie, rośliny, ziemię. Dostrzegano w niej potęgę żywiołów: zarówno pomocną, jak i złowieszczą. Ogień, woda, ziemia i powietrze mogą być wszak przyjazne, nieść ze sobą życie i stanowić dar niebios, ale z drugiej strony mogą też zabić. Stąd żywioły zostały niegdyś wyniesione do rangi bóstw: mamy więc rzymskiego Neptuna- pana wód, hawajską Pele- panią wulkanów, czy grecką Gaję- matkę ziemię.
Także my wciąż uciekamy się do niej w codziennym życiu. Podam zaledwie kilka przykładów:
- wymiatanie brudów
Mało kto pamięta, że wiosenne porządki to magiczny rytuał, podczas którego wymiatano z izb wszelkie brudy, złe moce i negatywne energie. Do wymiatania służyła oczywiście miotła, która zazwyczaj stała tuz przy drzwiach wejściowych. W niejednym starym domu jeszcze nie tak dawno można było zobaczyć w kącie przy wejściu miotłę z brzozowych witek, tzw. drapakę. Służyła ona nie tylko do obmiatania butów, ale także niechęci, złości i negatywnych uczuć wobec gospodarzy. Jako, że brzoza uchodziła za drzewo magiczne, chroniące przed duchami i czarami, sporządzenie z niej miotły nie było więc tylko czystym przypadkiem. (Warto przy tym wspomnieć, że z tego właśnie powodu wykonywano brzozowe kołyski dla noworodków). Poza tym podczas porządków dbano także o okna. Światło słoneczne, które wpadało do pomieszczeń przez czyste szyby było zaś zapowiedzią szczęścia i dostatku.
- rozganianie na 4 wiatry 
Tych słów używamy jeszcze dzisiaj. Tymczasem jest to jedno z zaklęć dawnych czarownic, które uciekały się do żywiołu powietrza i powierzały dany problem wiatrom. Czasami, dla wzmocnienia efektu słowom towarzyszyło dmuchniecie w danym kierunku czegoś lekkiego, np. pierza lub piasku.
- wyjazd nad morze
Wczasy nad morzem to dla wielu wspaniały relaks i wypoczynek. Tymczasem można by je poczytać za oddanie czci czterem żywiołom. Wszak słońce symbolizuje ogień, morze- wodę, piasek- ziemię, a bryza- powietrze. Być może stąd wzięło się przekonanie o uzdrawiającej mocy i doskonałej rekonwalescencji nad morzem.
- czerwona wstążeczka
 Zawiązywanie czerwonej wstążeczki na rączce dziecka, lub przy wózku to nic innego jak ochrona przed „zauroczeniem”, lub klątwą. Niekiedy zwyczaj ten jest łączony z wiarą chrześcijańską, gdyż w niemowlęcym wózku bywają medaliki zawieszone na czerwonej nitce. Ot, tak właśnie wygląda przenikanie się wierzeń i religii- czasem niedostrzegalnie i harmonijnie.
- kwiaty przed domem
Niemal każdy lubi, gdy przed domem, na balkonie, lub na oknie rosną piękne kwiaty. Tymczasem niegdyś nie sadzono ich tylko po to, by cieszyły oczy gospodarzy. Wierzono, że przyciągają dobroczynną energie i zapraszają szczęście.

- niebieskie okiennice

W wielu domach okiennice maluje się na niebiesko. Zwyczaj ten pozostał do dziś w niektórych krajach. W wersji oficjalnej wybór koloru tłumaczy się odstraszaniem much, jednak w rzeczywistości miały odganiać także demony czyhające na domowników. (...)"

Przykładów było znacznie więcej, lecz nie przytoczę ich w tym poście; podobnie jak opowieści o czarownicach, sabatach na Blocksbergach, oskarżeniach o czary i próbach, jakim poddawano ofiary. Mam jednak nadzieję, że te dwie krótkie prelekcje nieco przybliżyły Słuchaczom świat czarownic.  

Z przyjemnością będę także wspominała pobyt w Koszalinie. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz