Potykając się można zajść daleko, nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.

(Johann Wolfgang Goethe)

W 2010 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie rozsiane. Z kobiety aktywnej zawodowo stałam się osobą niepełnosprawną z czterokończynowym niedowładem. Każdy dzień to dla mnie walka o tę część sprawności, która mi pozostała. Dewiza Karola V „PLUS ULTRA” (Wciąż dalej) jest moim mottem. Tylko dzięki Wam mogę iść wciąż dalej, podnosić się po każdej stoczonej bitwie i pisać – właśnie dla Was.

APEL

czwartek, 26 kwietnia 2012

Kochankowie z Chełmna

Jak wiecie mieszkam w Chełmnie, które nazywane jest niekiedy Perłą Pomorza. Ostatnio nazwa ta jest coraz częściej zastępowana mianem Miasta Zakochanych. Zastanawiacie się zapewne skąd wzięło się takie określenie? Otóż znajdują się tutaj relikwie patrona zakochanych, świętego Walentego. 
Chełmno to jednak nie tylko bogata historia i wspaniałe gotyckie budowle; nie tylko relikwie w kościele Farnym. Niewielu wie, iż  jest to także miasto tajemnic, które warto poznać i przepięknych legend o miłości.
Jedną z nich postanowiłam Wam przedstawić.  


            Są takie noce w roku, gdy pośród ciemności nocy można dostrzec dwie widmowe postaci pojawiające się na rynku. Ci nieszczęśliwi kochankowie powracają bowiem tam, gdzie po raz pierwszy dane im było się poznać i gdzie zrodził się plan ucieczki, która miała im przynieść szczęście… Niestety, śmierć wyciągnęła po nich swe zimne ramiona… Opowieść ta przekazywana z pokolenia na pokolenie została wreszcie spisana w XIX wieku.


KOCHANKOWIE Z CHEŁMNA

 Działo się to w czasach, gdy Chełmno należało do Ligi Hanzeatyckiej- związku miast handlowych Europy Północnej. W miejscu, gdzie obecnie znajdują się dwie kamienice: Rynek 5 i 6 stał niegdyś wspaniały Dom Artusa. Krzyżowały się tam drogi kupców i bankierów; spotkać tam można było przedstawicieli różnych narodów. Wielu przybywało do miasta z nadzieją, że w zamożnym Chełmnie ułożą sobie życie i spędzą je dostatnio.
Pośród takich wędrowców był pewien Anglik- człowiek odważny i gotowy walczyć o swe ideały. Z tegoż właśnie powodu musiał niegdyś opuścić swój kraj ojczysty, a że nie należał do ludzi, co swoje niepowodzenia opłakują, postanowił ułożyć sobie życie na nowo. Jego wybór padł tedy na zamożne Chełmno.
            I właśnie w tym niezwykłym mieście spotkał dziewczę o wielkiej urodzie i mądrości. Kiedy patrzył w jej błękitne niczym Wisła oczy, świat cały istnieć przestawał, a serce wyrywało się ku niej. Rychło też dowiedział się, iż jest ona córką jednego z  kupców, który z całą pewnością nie będzie życzliwym okiem patrzył na cudzoziemca bez majątku i z niepewną przyszłością. Miłość jednak nie takie przeszkody jest zdolna pokonać. Anglik podobał się bowiem dziewczynie i wielką radość jej sprawiały tajemne spotkania, na których padało wiele słów o wiecznej miłości, wiele zaklęć i przysiąg, że nawet śmierć ich nie zdoła rozdzielić.
Jako zaś, że czas mijał, a młodzi pragnęli życie spędzić wspólnie, tajne schadzki pośród ogrodów i miejskich zaułków przestały im wystarczać. Zaczęli więc szeptać o ucieczce z Chełmna i tajemnym ślubie. Od pomysłu do jego realizacji nie było daleko. Dziewczę zdradziło ukochanemu, iż z Domu Artusa biegnie korytarz podziemny, który kończy się poza murami- hen daleko, aż pod wsią Grubno. Postanowili więc umknąć tamtędy i w najbliższej miejscowości ubłagać księdza o to, by im ślubu udzielił przez wzgląd na ich miłość gorącą.
Decyzja zapadła. Pewnej nocy dziewczę wymknęło się ze swego domu. Ukochany czekał już na nią na rynku i sobie tylko znanym sposobem weszli do Domu Artusa, a tam ze świecami w dłoniach zanurzyli się w ciemny korytarz. Serca ich biły niespokojnie, lecz z wiarą, iż już niedługo będą mogli spędzić wspólnie życie… Nie wiedzieli jednak, że ktoś spostrzegł parę kochanków i zawiadomił odpowiednich ludzi. Ruszył pościg.
Ciężkie kroki straży rozbrzmiewały echem w podziemiach; echem, które po stokroć odbijało się w sercach uciekinierów. Wiedzieli już, że nie umkną. Ich marzenie o szczęśliwym życiu rozprysło się na tysiące kawałków. Nie chcieli wszelako żyć dalej z dala od siebie, skazani na wieczną tęsknotę. Ujęli się za ręce i po raz ostatni spojrzeli sobie w oczy. W owej chwili zdecydowali, że razem oddadzą się w ramiona śmierci, odbierając sobie życie. Gdy pościg ich dogonił, zastał już tylko martwe ciała nieszczęsnych kochanków…
Tam też zostali pochowani- samobójcom nie należał się pochówek w poświęconej ziemi. Pogrzebano ich jednak razem, we wspólnej mogile, a wejście do korytarza zamurowano na długie lata.
Od tego czasu niejednokrotnie próbowano sprawdzić ów korytarz, by przekonać się czy w istocie kończy się w Grubnie. Kiedy jednak ktoś schodził do podziemnego przejścia, w kilka chwil później dziwny podmuch gasił świece zaś z oddali dochodziły tajemnicze głosy.
Ciała nieszczęsnych kochanków spoczywają więc nadal we wspólnej mogile, zaś ich duchy do dziś błąkają się po podziemnych korytarzach, strzegąc swej tajemnicy. Kilka razy w roku wychodzą z ukrycia i wówczas można spotkać ich widmowe postaci. Spacerują po rynku- zawsze razem, trzymając się czule za ręce i patrząc sobie w oczy.

Anna Koprowska- Głowacka, Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa kujawsko-pomorskiego, Gdynia 2011
(Książka wyróżniona w konkursie wydawnictw literatury pomorskiej na XII Kościerskich Targach Książki Kaszubskiej i Pomorskiej "Costerina 2011")

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz